Co tu znajdziesz

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Helveti-god! (Fonetyczny zapis, sorry!)

Długi i intensywny dzień, ale najistotniejsze jest, gdzie ja to właśnie piszę. Z prawej mam widok na bliski ocean. Z lewej na lodowiec Vatnajokul. Przed nami pasmo skał, a za nim lodowa laguna Jokusalrion, w której pływają kry. KRY! Jaram się tym, mimo że wszyśtko mówi mi, że ta noc nie będzie ciepła. Brry. Już z założenia ubieram 3 warstwy do śpiwora, a czwarta w pogotowiu. Czapka koniecznie. Kolejna noc w autku, ale traktujemy to jak przygodę! Zwlaszcza że zgubiła, karimatę. Prawdziwi wikingowie nie potrzebują karimat. Agni ubrała sweter do śpiwora. Cholera, jest zimno. Pijemy Jacka D. Gulp. Czy powinam wyjąć rękawiczki?

Prawdziwy wiking przed śniadaniem zawsze chodzi na czarną plażę, co też i my uczyniłyśmy. Przepiękna plaża, wschód słońca. Puffiny. I my. I wiatr taki, że ledwo ustać. Więc śniadanko - tym razem pierwsze i fru do Kirkubaerjaklaustur, gdzie czeka na nas Ewa! 
Droga jest... Dech zapierająca. Coraz to inne góry, mają ich chyba nieskończoną ilosć. Widoki na lodowce. I pola, czarnego piachu, lawy, kamieni porośniętych zielonym porostem, głazów - kopczyków, to wszystko oświetlone słońcem, po horyzont. Niesamowite. Próbuje y to sfotografować ale nie da się, trzeba tu po prostu stanąć i się rozejrzeć. Niesamowite doznanie przestrzeni. Nie mogę się oderwać od tych porośniętych głazów i od głazów trolli, od puchatych jak dmuchawce owiec, które zmykają przed nami w panice, trzęsąc kuprami. 

Ale śmigamy, pierwsze tankowanie i przejmuje nas mini z rejestracją SCI! Spotkanie z Ewą, umówione dawno temu w Cieszynie, teraz się udało!!! Zabiera nas na śniadanie przy wodospadzie, do najwyższego drzewa na Islandii, do ich domu (tu pozdrowienia dla Artura, którego majty wieszam na sznurku), do kanionu przepięknego, którego nie ma w żadnym przewodniku i na basen! Prawdziwy wiking nigdy nie odmawia basenu, zwłaszcza a widokiem na wodospad i gorącym 40 stopniowym hotpoolem! Nie odmiamy i och! Jakie jesteśmy potem czyste! Ja serio nie pamiętam, żebym kiedyś tyle pływała i taplała się w wodzie, co tu! Ewo, dziekuję Ci bardzo, to było świetne, miłe spotkanie, dużo dobrych myśli. I zasiałaś we mnie ziarno myśli o Islandii na dłużej. Pozwolę mu teraz swobodnie rosnąć.
I jeszcze wędrówka po parku Skatafell i jeszcze pruję po islandzkich drogach prostych po horyzont. Kierowcuję! I jeszcze na koniec niespodzianka, a może po 20 poszukamy parkingu? 20:16 jest parking. A co za tą górką? Prezent z widoku na basen, w którym kąpią się kry. 
Dziś napisałabym: trzymajcie kciuki za tą noc. Umilamy sobie czas przewodnikiem, w którym istne perełki. Bo wiecie, kościół jest niebieski, ale bardziej pastelowy. Sic!


3 komentarze:

Rafal Ziolkowski pisze...

Helveti to brzmi troche jak norweskie helvete czyli "pieklo", "do diabla" :) Chyba bym sie odnalazl na tej Islandii after all ;)

Pstrokata pisze...

Dokładnie! To znaczy " piekielnie dobre" odnalazłbyś się bez problemu :)

Ewa Kuacja pisze...


Dzięki dziewczyny za odwiedziny, możecie wpadać częściej, najlepiej codziennie :) :)
Ps. Poprawnie jest "Helviti gott!"