Co tu znajdziesz

wtorek, 30 października 2012

Genialnie proste!

Genialnie proste!

Wrrrry... a tyle ich kiedyś miałam, kiedy lubiłam w takich chodzić... donaszałam stare, piękne koszule po wujku, bracie mojej babci!
Odwieczny wyrzut sumienia za wyrzucanie (bo tak naprawdę nie jestem kotem, jestem chomikiem!)

No więc...
Kto ma za dużą koszulę, ładną, której już nie chce?
Chętnie przyjmę!


Dla odważniejszych inny pomysł na ładne wiązanie koszuli: 


Oraz inne inspiracje: 

poniedziałek, 29 października 2012

Everywhere!

Everywhere You go, always take the weather with You!
Razem ze śniegiem przyszła wena na dokończenie dawno rozpoczętej koszulki
Bo pogodę trzeba mieć w sobie!
:-)



niedziela, 28 października 2012

Pakowanie też jest sztuką!

Coraz bliżej święta...
kilka pomysłów na pakowanie wpadło do garnuszka!
Po wspaniałych warsztatach z Sensei Matsuo:
tysiąc sposobów na wiązanie chusty Furoshiki - również w celach pakowania prezentu:
a prezentować się to może tak:

Oraz  pomysł od EkoWojowników - świetny, bo mam dużo papierów, które można jeszcze raz wykorzystać!


Enjoy!




wtorek, 16 października 2012

Zapachy z podróży


Kiedy wracamy do domu, nasz kot pieczołowicie i z dużą starannością obwąchuje brzegi nogawek moich spodni. Są tam zapachy wszystkich dróg, które przejechałam, przespacerowałam, przeszłam w podróży...

Jestem przekonana, że w ten sposób poznaje naszą drogę, że samym tylko czułym nosem widzi obrazy naszej drogi...

...widzi nosem pociąg CD wiozący nas z Czeskiego Cieszyna do Prahy, jego ciche wnętrze i widok zza okna na czyste perony i wolno przesuwające się obrazy. (Z rozczuleniem wspominam pierwszą podróż czeskimi pociągami, na Arsenał do Warszawy, z drużyną harcerską, wtedy ten czysty pociąg, wygodne siedzenia i przeszklenia wydawały nam się innym światem...)

Wciąga praskie powietrze, zapach osadza my się na wąsach... bada zapach hostelu w którym spałyśmy (nie da się ukryć - dość specyficzną mieszaninę zapachu ludzi i dezodorantów i czeskiej chemii), a następnie podniecający zapach niesamowitości, zapach oczekiwania na coś długo wyczekiwanego - sali kongresowej, w której wysłuchałyśmy koncertu na dwa głosy - Mistrza Życia i Pani Śmierci. 

Uważnie bada kurz z wszystkich praskich uliczek, widzi każdego kota, przy którym się na chwilę zatrzymałam okiem lub dłonią. Poznaje nosem każdą knajpkę w której nam przyszło coś zjeść lub wypić (tu oblizuje ze smakiem wąsy). Również tą lokalną, w której podglądałyśmy zabawę Czechów w średnim wieku i podsłuchiwałyśmy niespodziewanie ich czeskich wielogłosowych śpiewów. A pachniała tym, czym u nas knajpy już nie pachną - dymnym zapachem papierosów! (Aż dziw bierze jak się od tego odzwyczaiłam...) 



Potem zbiera zapachy polskiego dusznego pociągu i mokrych liści w kłodzku nocą, kałuż na starym bruku i knajpki na rynku. A potem przebiega z nami w myślach drogę na Kukułkę wśród pozłoconych traw i panoramy wszystkich gór dolnego śląska. Potem jeszcze tylko zapach dzieciaków i kawy z Madagaskaru i już ciężki zapach autobusu. Ścieżka do domu i już już, dociera jak po sznurku do fotela na którym przewiesiłam spodnie. 


Koniec ścieżki, kot już skończył podróż w tych kilku mgnieniach oka, którymi go obserwowałam. Wzrusza ogonem i idzie dalej, nie ma się czym fascynować, podróż jak podróż. A w ogóle to przecież już wróciłyście. Więc o co ten szum? Miau?

czwartek, 4 października 2012

Migawki jesienne


Jesienne kolory, ulubione o tej porze roku. Późne kwiaty, intensywne kolory liści. Przyroda maluje najpiękniej. Posypuje złotem, macza w czerwieni. Maluje kasztanom linie papilarne rude i ... kasztanowe. 
Znosimy tego pełno do domu. Każdy kasztan jest najładniejszy, każdy najbardziej gładki. Motyl zbiera te największe, ja mam słabość do płaskich. Mam je w kieszeniach, wysypują mi się z torebki (jakaś jest ostatnio podejrzanie ciężka), śpią w nogach łóżka wzorem mojej babci, na reumatyzm. Bukiety liści, a każdy najpiękniejszy, jak go nie podnieść i nie cieszyć się jego urodą? Jesienne spacery, snujące się dymne zapachy, płonące zachody słońca, kolczaki i gładkoskóre, śmieszne bereciki żołędzi, liścioszelesty pod stopami. Najpiękniejsze oblicze jesieni.  


Zjeść jesień

Jesień jest najsmaczniejsza!!!



A teraz trwa szał jedzeniowy:
Najpierw Kiermasz Żywności Zdrowej i Ekologicznej w Gliwicach, który dał fioletową jak bakłażan paprykę, jarmuż wspaniały, miody (nawet ze spadzi iglastej choć jej w tym roku mało maleńko), pszczele pyłki, dżemki, warzywa. Potem odwiedziny u Lucyny Łucji, które zaowocowały słoneczną dynią, sokiem z pigwy i ogórkami naburmuszonymi w słoikach. A następnie odwiedziny u Ojców które przyniosły rwane na drabinie jabłka zimowe, rzodkiewki w trzech kolorach i kukurydzę podebraną sąsiadowi, hihi! A teraz tylko nie umrzeć z przejedzenia i zmarnować jak najmniej z tych cudowności! A grzybki tu widoczne zebrane jeszcze w górach, potknęłam się dosłownie - ja chyba tylko tak zobaczę grzyba, jak mnie podgryzie w stopę, za to, że na kapelusz nastąpnęłam. 

Dlatego wczoraj: Mamut z jarmużem na czosneczku i kaszą gryczaną z soczewicą :-) Dziś ogórkowa z Łucjowych ogórków. Sezonowo, ogródkowo - tak najlepiej!
Uwielbiam jeść jesień!!!
Smacznego!!!