Co tu znajdziesz

poniedziałek, 24 marca 2014

Godzina W.

Wybiła godzina W - jak Wiosna. Jednak przyszła, choć wiele było momentów przez moje ciemne dni, że w to nie wierzyłam: że ja dotrwam, że ona przyjdzie. Wyłażą z piwnic koty, wyłażą z ciemności dni, wyłazi zielone z każdego kąta i na to zielone wyłażą. A przynajmniej wyłazili i wystawiali pyszczki do słońca, ja też. Czas przeszły bo tymczasem wpadła do nas na chwilę (i została na dłużej) Norwegia (dzięki podróżnicy, wielkie dzięki) i tyle było ze słońca. Ale woda potrzebna zieleni, jeszcze się pogrzeję, a jak. Tymczasem ciepło czerpię z innych źródeł, z gorących jak kamienie dłoni, z czekolady (wiem wiem, a dupa rośnie), ze spacerów po zielonym, z pierwszej kawy na leżaczku, z odkrywania Dolnego Śląska na Górnym Śląsku i też z tego, że ktoś zabiera mnie do fryzjera (ja ja, jo wiem, baba na wiosnę...) i jeszcze na lody. Z dialogów publicznych o sensie świata też! Haha! I z tych innych dialogów prowadzonych zbyt krótkimi nocami. Fajnie, że jesteście! Fajnie, że jesteś Wiosno. Tęskniłam. 


Od Beskidu Wiosna idzie, już ją czuć! Chociaż góry otulone w biały puch, obudź się, jeszcze wszystko możesz zmienić, głowę trzymaj wysoko w chmurach, nogi twardo na ziemi

czwartek, 20 marca 2014

Ciekawostki

"Ścieżka dźwiękowa wprowadzająca widzów w trans – jak zdradziła nam Tilda – była wzorowana na rytmie bicia serca wilków." Lubię takie smaczki...


A scenariusz inspirowany był m.in.  "Pamiętnikami Adama i Ewy"... 
... "gdziekolwiek była ona, tam był Raj". Zawsze mnie ujmowało to zdanie Adama (filmowy Adam jest ujmujący!). Taaaak, a Tilda doskonale nadaje się w swej androgynicznej magnetycznej kobiecości do tej opowieści. Geny takiej pramatki chciałabym nosić. I jak to śpiewał Młynarski: a teraz będę przeżywał... (włącza muzykę). 

środa, 19 marca 2014

Mimo wszystko przyszła

Gdzieś, ale nie w mitycznym "daleko stąd" tylko bardzo blisko, są prowadzone działania. Straszne słowo: wojna, którego znaczenie już zostało zbyt zapomniane, by nie wywoływać go znów na afisze, tego złego wilka. Gdzieś ludzie stoją, krzyczą, maszerują, wspierają się i złorzeczą, płaczą, gdzieś marzą o tym by było lepiej, "normalnie". Nie mogę przestać o tym myśleć, kiedy słucham informacji w radio. A dziś też o tym, że już nie pojadę na Krym bez wizy. Myśli wciąż biegną na wschód. Jest tu na Śląsku ekipa, która cały czas próbuje coś robić, to Śląski Majdan - brawo dla nich! 

Zobaczcie Vladę, Olgę i Walerego, twarze (i warkocze) Śląskiego Majdanu, posłuchajcie ich:

A tymczasem niewzruszona tym wszystkim przychodzi Wiosna. Odkrywam pierwszą rozkwitłą forsycję, znak, już na pewno tu jest. I mimo wszystko cieszę się z tego, że kwitnie i że ziemia pachnie świeżością. Również mimo pewnej emocji, która oplata mnie jak pajęczyna. Próbuję ją z siebie ściągnąć, odciąć, zwinąć w palcach w kulkę i posłać z wiatrem. Nie udaje się, wraca, nagle odkrywam, że to babie lato znów się po mnie snuje. Nić szarego jak popiół czegoś, czego już nie ma. Może widzieliście rysunek "smutny feniks, po kilkakrotnej nieudanej próbie samobójczej"?
"wysyłaj te cv, Łucja, słonko będę tęsknić, ale wysyłaj"

wtorek, 18 marca 2014

Dark&true love

Tak wiem, nie wszyscy lubią filmy typu "mroczne love story". Zgodnie stwierdziłyśmy po wyjściu z kina (z bananami na pyszczkach), że klimatem pasuje nam do Kruka (the Crow). Piękny obraz i niesamowita muzyka, prosta mroczna historia miłosna zatopiona w detalach. Jej ulubione książki, jego muzyka. Jego zanurzenie w zachodzie, pociągający ją wschód. Wieczność, która wcale nie jest taka radosna jakby się wydawało tym, którzy o niej marzą. Niesamowicie magnetyczna Tilda S. (boże, ta kobieta nie jest z tego świata...), cudnie Gaimanowski  "Tylko kochankowie przeżyją" Jim Jarmush. Polecam go fanom onirycznej Tildy, filmu Kruk, wielbicielom Świata Mroku oraz wszystkim którzy maja ochotę na trochę mrocznego romantyzmu w pięknej scenerii. Ja fanuję/wielbię/lubię to wszystko, me gusta! Mrrr. Uczta. Chętnie pożrę go jeszcze raz. 
Dodam tylko, że po raz kolejny ucieszyłam się, że poszłam na film w ciemno, bo Tilda, bo Jarmush, nie czytając wcześniej opisów nawet na filmwebie. Dzięki temu przeżyłam bardzo miłe zaskoczenie w scenie z kryształowym kieliszkiem! Do czego i Was zachęcam. 

Koftozapętlenie nocne. Autoportret.

Nie chcę cię dotknąć 
Boję się 
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość 
Jesteśmy inni 
Każde z nas 
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty 
Dziki 
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się 
Któryś tam raz 
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to 
Co mogę dać 
Czule 
Czulej 
Najczulej 

Spacer

I to dziwne miasto moje nie-moje, włóczę się w ciepłym kolorze słońca sama ze sobą i cieszę się robieniem zdjęć, których jest przecież milion na świecie. Spacer. Czasem lepiej mnie odizolować od ludzi. I światu i mnie wychodzi to na dobre. Już prawie kwitnąć będzie forsycja! Myślę w takie dni o tym, jakie piękne było Brno wiosną.






wtorek, 11 marca 2014

Zołza

Czasem znienacka ktoś jest po prostu dla mnie miły. Ktoś mówi swojemu uczniowi, że pojadę na Wyspę i ten przekazuje mi do obejrzenia i pomarzenia cudnej urody album "I was here"(był TAM), tak po prostu. Wręcza mi go z uśmiechem w słońcu, mrużę oczy od słońca i uśmiechu. Zupełnie bez powodu miły gest, coś, czego wcale nie musi się robić. Ciepełko. Są dni piękne i słoneczne ("czy do Ciebie wszyscy ludzie się uśmiechają?"), są dni, w które mimo słońca komar jakoś ukąsie. Nie wiem dlaczego, czasem jestem zołzą. Nieumyślnie nawet wbijam szpilkę słowa. Czasem nie wiem, że ją wbijam. Myślę, że jestem jak taki komar co lata koło ucha i może trochę drażni, ale jednak nie dziabnął. A tu ktoś traci kroplę krwi i swędzi go. Potem jest mi przykro. Diobeł nie kobita, czorci, biesi się coś. . Czasem ktoś po prostu jest. Przyjeżdża nagle z daleka i bliska, bo tak ma ochotę. Leży się wtedy na poduszkach i pije herbaty o różnych smakach. Czasem telefon po prostu dzwoni, nawet do zołzy. Czasem zachowuję się głupio. Czasem nie zachowuję się wcale. Czasem nagle nie wiem co z sobą zrobić. Próbuję się dziś zmęczyć, udaje mi się tylko zmęczyć ciało. Dziś spakowałabym plecak i ruszyła gdzieś przed siebie. Gdzie nikt nie wie, jaką jestem zołzą, gdzie może nawet ja będę jakaś lepsza. Bo tak, droga jest lekarstwem. Za długo wszystko, co bardzo ważne - trzyma, za długo w miejscu. Za długo w tym mieście. Czasem jest dziś.


* koszulka: pantuniestał

poniedziałek, 10 marca 2014

Kultura jest Babą!

Z okazji Dnia Kobiet razem z Stowarzyszeniem Folkowisko i babami w całej Polsce (i nie tylko) robiliśmy na Mariackiej KATOWIOSKĘ i odczarowywaliśmy wiejsko-babskie stereotypy na wesoło. Przylazły Baby (o pci różnej) - dziękuję wszystkim Babom z Katowioski i okolic! Bosssko obieracie, a jak pieczątkujecie, mmmm, a jak gracie i śpiewacie! Baba Łu dziękuje ogólnie! A Babie Ewel za wspólne Baby nakręcanie! I pozdrawiamy Stowarzyszenie Folkowisko czyli inicjatorów całego zamieszania, fajni jesteście, łoj! 






Baba Łu love Kogutek! A tu można nawet posłuchać: 


Foti: Taisia, Mama Sylvany, Karol, Kamil i Agni; filmik Ola H.

Niski Wark

Ta mała wyspa ma ludności mniej niż Gliwice i Zabrze razem wzięte. Patrząc na liczbę wykonawców i zespołów z Islandii, to w Gliwicach co trzecia osoba musiałaby na czymś grać lub śpiewać, ~ tworzyć muzykę. Hm. Podobno mamy się nie spodziewać w Islandii samych delikatnych i wiotkich Sigur Rosów. Wyspiarze to twardzi faceci,  potomkowie wikingów, ludzie hartowani w trudnych warunkach klimatycznych. Tymczasem po koncercie Low Roar znów jakoś nie mogę w to uwierzyć. Na moje muzyczne ucho muzycy z Islandii w przeważającej większości, to nie są twardzi wikingowie. Chyba muszę rozeznać islandzki metal.

swewhathappened
                                 
Z czym kojarzy Wam się Islandia muzycznie? Dla mnie to Mum, Sigur Ros (i Jonsi), Olafur Arnalds, Bjork, GuGus, Emilliana Torrini. Twardzi wikingowie....? No więc tak, podobno tam są. Tymczasem na scenę wychodzi Low Roar ze swoim delikatnym głosem i spowija nas sztuczna mgła. 

I jego magia dźwięków przenosi mnie w inną przestrzeń. Bo muszę powiedzieć, że wyczuwam jakiś wspólny mianownik w muzyce stamtąd, trudno to opisać, ale spróbuję. Reporter ("Kraina zimnolubów") odwiedzający Islandię pisze, że po przybyciu tam, czegoś mu brakuje i długo zastanawia się czego. Czego? Na Islandii nie ma drzew. Teraz już pewnie są, nasadzone, ale tak w ogóle to nie ma. Skały, woda, łąki, niebo... przestrzeń. I to jest to odczucie z islandzkiej muzyki. Przestrzeń, w której dźwięk zawisa, unosi się swobodnie, bardzo długo biegnie. Jakby wiatr, jakby w ten horyzont, pomiędzy ziemią a niebem. Fascynujące... I tak, to był dobry koncert.