Co tu znajdziesz

piątek, 30 listopada 2012

Już tuż tuż!

Już dziś kiermasz!!! Przygotowania pełną parą! Ogółem wrażenia: niesamowicie pozytywny odbiór, zaangażowanie ludzi - na razie jestem bardzo przyjemnie zachwycona!!! Trochę fotorelacji poniżej będzie.
 
 
 
 
A także spis luźny z natury - mamy następujące działy wydzielonej literatury:
- kryminały i sensacja
- kuchnia i poradniki
- książki dla dzieci
- albumy
- nauka i edukacja
- dział religijny
- literatura obcojęzyczna w przynajmniej 5 językach... :) (w tym wielki dział rosyjski)
- książki wszelakie od 1 zł
- książki wszelakie od 5 zł
- dział gazetowo-podróżniczy 
- książki o kotach i innych zwierzakach
- książki "wycenione" czyli takie, które są albo bardzo wartościowe, albo pięknie wydane, albo całkowicie nowe i bardzo bardzo fajne.

A do tego kocie "gadżety" czyli:
- kalendarze Fundacji na 2013 rok
- koszulki i torby z logo FKŻ
- kubki z logo FKŻ - seria limitowana
- ręcznie robione kocie zabawki - myszki w 3 rodzajach
- woreczki z suszoną kocimiętką z ekologicznych upraw własnych
- ręcznie robione poduszki z kocimi motywami

i wiele wiele innych świetnych rzeczy!!!
Zaprawdę KAŻDY znajdzie coś dla siebie!!! Zapraszamy jutro i w sobotę. Jeszcze raz przypominamy godziny kiermaszu:
piątek: 15.00 - 20.30
sobota: 9.00 - 15.00 (lub dłużej, jeśli będą chętni :) )

Przyjdźcie, wesprzyjcie kociaki i znajdźcie coś dla siebie w tym zestawie. Czekamy na Was i zapraszamy gorąco! A Ci co nie przyjdą - niech 3mają kciuki za powodzenie wydarzenia!!! 
Bo się denerwuję... 

Urwanie głowy w jednym akcie: 
Urwało mię głowę
i proszę o nowę. 
Kurtyna!

Co słychać u Muminków?


Zachęcona pewnym drobnym konkursem, gdzie jest do wygrania ostatnio wydana biografia Tove Janson ukochanej mej autorki, odpowiedziałam na pytanie: 

Pierwsza książka o Muminkach powstała w 1945 roku. Wyobraź sobie, że rosną razem z nami i napisz jak dziś wygląda ich życie, co się zmieniło, czym się teraz zajmują i czy udało im się spełnić marzenia?

Oto moja osobista odpowiedź: 

Pewne sprawy na świecie są niezmienne, tak więc mimo upływu czasu wciąż nie umiem powiedzieć, ile Muminek ma lat... Wiem za to ile lat mam teraz ja. Pewne jest, że jest już trochę starszy niż był Wtedy. Mimo to jestem przekonana, że nadal, kiedy jest zamyślony, tarmosi w zadumie ogonek, może tylko nieco częściej niż dawniej...

Także i dziś, kiedy do Muminka zawita włóczykij, Muminek zostawia na chwilę wszystkie Rzeczy Bardzo Pilne, które czekają w kolejce do zrobienia i starym zwyczajem wychodzi z Przyjacielem na spacer, porozmawiać o sprawach najważniejszych. O tym że ptaki uwiły nowe gniazdo, o wszystkich nowościach, o tym jak Ryjek nauczył się jeździć na rowerze i został listonoszem w Dolinie, o tym co ostatnio sobie przemyślał i o tym jak to jest być dorosłym, chociaż tak naprawdę to nie do końca. Niewielu ludzi o tym wie, że czasem trzeba na chwilkę odwiesić na wieszak wszystkie Sprawy Bardzo Pilne i po prostu pójść z przyjacielem na spacer, zwłaszcza kiedy jest taki piękny wieczór i zachodzi słońce.

Kiedy potem wracają ze spaceru, zatrzymują się na chwilę w pewnej odległości i patrzą na Dom Muminków i krzątającą się Rodzinę. Pewne sprawy na świecie są niezmienne i to dla świata jest bardzo dobre, na przykład Mama Muminka wciąż nie rusza się nigdzie bez swojej torebki, nawet kiedy krząta się po domu albo poprawia swoją rabatkę kwiatową. Tata Muminka przesiaduje w fotelu i pisze kolejne pamiętniki, opowiada o upływie czasu, który nie pędzi już tak jak wtedy, kiedy dzieci były małe. Pewne sprawy w dolinie są niezmienne i to dla doliny bardzo dobrze. Te nowe, które się pojawiają wnoszą dobrą zmianę, nie zakłócając starych porządków. Słońce wciąż wschodzi na wschodzie, a zachodzi tam gdzie powinno i to jest rzecz po prostu pewna. Pewna jak to, że Mała Mi nigdy nie urośnie, może tylko zrobi się z czasem jeszcze bardziej uparta i wymyśli jakąś bardziej skomplikowaną psotę albo opisze kogoś w gazecie, którą zaczęła wydawać w Dolinie Muminków - "Plotki i psotki".

To dobrze, że jest takie miejsce na ziemi, które się nie zmienia i do którego zawsze można wrócić, Włóczykij o tym wie i ja to wiem.

Wystarczy na chwilę zamknąć oczy, przenieść się tam i wszystko będzie w porządku. A jeżeli nawet coś się tak wydarzy, to... na pewno dobrze się skończy!  

wtorek, 27 listopada 2012

Żywe srebro

Na krótko w naszym domku zamieszkała mała Gwiazda (Silver) - nasza mała przygoda, dla naszej kocicy Saszy duuuża przygoda! Na krótko, bo na tymczas - już jest w stałym domku. 
Przez tydzień było w domu małe, ciekawskie dziecko, które wszędzie wsadzało nochal, niczego się nie bało, zaczepiało dużą, nieruchawą kocicę i właziło nam na głowę i do serc. Prawdziwe żywe srebro, jak wyjęte z reklamy whiskasa w dodatku.
Niezwykłe przeżycie! Polecamy zamiast telewizora, można kocie zabawy oglądać non stop!  
Dobrego Domu i Dobrego Kociego Życia maluchu! 











Powyższe zdjęcia autorstwa Gosi B-H z Fundacji Kocie Życie

Be Happy!

Na radosny dzień ślubu - zielono im i przyjemnie! 


Pejper bojtle

Ja już chyba pisałam, że w poprzednim życiu byłam CHOMIKIEM...? Jestem o tym przekonana! Idąc tym tropem - mój wewnętrzny chomik zachomikował ładne papiery z bukietów, kwiatów dostawanych przy różnych okazjach, które przecież żal tak po prostu wyrzucić... 
Takie kolorowe... szeleszczące... 
pomięte nieco... ale oj tam! 
Na pomięte jest antidotum - nie wiem czy wiecie, że papier da się po prostu wyprasować. Komu się kiedyś zdarzało postarzać papier herbatą lub kawą - ten o tym wie. Ale taki zwykły, suchy też się da, na niskiej mocy żelazka. 

Tak więc zainspirowany torebkami na prezenty mój chomik zachęcił do pracy mojego pomysłowego Dobromiła(ra?) i razem sprawiliśmy, że papiery kwiaciarniowe znów się do czegoś przydały!
Poniżej odprasowane papierki:












A to już gotowe, drugie życie papieru! I chomik szczęśliwy... 

poniedziałek, 26 listopada 2012

Warsztaty z Basią

Wciąż jeszcze się zbieram do napisania o Kuczerykowaniu, ale na bieżąco wrzucę tu Basię W. - z którą spędziłam dwa ostatnie dni na przemiłych warsztatach śpiewu archaicznego. 
Cudowna osoba, wspaniała grupa, dużo pozytywnej energii! 
I wspaniałe pieśni, o tak. Tak więc, przez dwa dni uczyłam się, że mogę oddychać nie tylko klatą, a wręcz przeciwnie, mam do tego odpowiednie mięśnie nieco niżej ;-) 
Tutaj zdjęcie Basi wyszperane, które oddaje samo sedno Basiowości :-) 



A na koniec linek do pięknej serbskiej pieni, którą wzięliśmy na warsztat:
Marijo biały fiołeczku (bela kumrijo), czemuż jesteś taka smutna...

Dwie dziewczyny

Ten wpis będzie dedykowany. Pewnej dziewczynie w dalekiej stolicy, bratniej Duszy, My Friend która wciąż jeszcze wie, co to znaczy - papierowy list i która przysłała mi kiedyś pewną kartkę. Ta kartka stoi u mnie na biurku oparta o kubek z pędzlami i nożyczkami, między wszystkim co lubię mieć na stole w pracowni, pod ręką. 

Na tej kartce smutna dziewczyna trzyma uschłą brzózkę. Pamiętam dokładnie dostałam ją, kiedy zmarła Wisława Szymborska. Na odwrotnej stronie jest jej wiersz. 

Nie do końca umiem opisać nastrój tej kartki... ale wiem ile razy tak się właśnie czuję. Jak drzewo uśpione na zimę. Jak w ciężkiej czarnej sukni, spowalniającej ruchy. Jakby niebo pomimo tego, że ma kolor, było wypłowiałe i w dziwnym zgaszonym odcieniu. Wiem dokładnie co mówi ta kartka. Ta kartka mówi - listopad. Niemoc. Zmęczenie. "Idę przez opuszczony park, tak gorzko pachnie świt."

Chcę uciec, wiem, to brzmi naiwnie. 
Chcę uciec choćby na pustynię. 
- Jesteś zmęczony? 
- Tak. 
- To minie. 

To minie - mówi mistrz Kofta. Czy obie mu wierzymy? Chyba w głębi siebie tak...
Niedawno w Pradze, w sklepiku, przyciągnęła mnie kartka (tak, przyznaję, mam hopla na kartki!). Teraz na biurku stoją dwie. Yin i Yang. Czas życia i Czas Śmierci. Żebym pamiętała, że po każdej zimie przychodzi wiosna. Po każdym zmęczeniu energia. Po każdej czerni - zieleń. Odwieczne koło zmiany. Że jeszcze będą liście i będzie można stać nago i czuć ciepło, i czuć słońce, i czuć radość. Jak w tym cytacie pamiętasz? Miłość to jak stać nago w ciepłym, jasno oświetlonym słońcem pokoju. I za każdym razem, kiedy czuję się jak dziewczyna z brzozą, kiedy zły dzień, kiedy spod palców nic nie chce wychodzić, kiedy irytują mnie ludzie, kiedy... myślę sobie - teraz jest zima, niedługo będzie lato. 
My działamy na baterie słoneczne. Na baterie energii naszych przyjaciół, na baterie wspólnego bicia serc, ale też i po prostu - na słońce. Każda z nas ma w sobie te dwie dziewczyny. Tą w depresji i tą, która cieszy się każdym liściem, każdym przejawem życia. Czasem piją one razem, z jednego kubeczka moją herbatę. 
W ten czas, kiedy mało słońca, kiedy wykańcza nas szarość - szarość świata, nie szarość naszego życia tak w ogóle... Mimo, że czarno - biała, ja widzę w niej siłę i kolor. 

Dla Ciebie Wróżko, pamiętaj - niedługo będzie lato! I sierpień płaczący gwiazdami... i zawsze będę czekać na jedną, która spadnie... :-)

środa, 21 listopada 2012

Chatka Baby Kamy

Za mooorzem piwa krakowskiego... było Wielkie Zaćmienie a potem długa, ciężka noc pełna przygód...

Za górami, za lasami, za siedmioma przesiadkami, była sobie na górce chatka Wilcza Chata. Adres: Koniec Świata +-8 (nieskończoność w pionie)
Chatka Baby Kamy, chatka na kurzej stopce. Mieszkał w niej Raj Na Ziemi - i miał piękny widok z okna! Na Tatry... na Pieniny... Pilnowały go dwa ogary jeden głodny, a drugi okropnie głodny. Oprócz Raju mieszkali tam jeszcze Święty spokój i Ogień w Piecu. Prąd w Drutach nigdy się nie wprowadził a Wychodek wolał spać na zewnątrz. Jak na listopad pogoda była iście wrześniowa. 
W chatce spotkali się całkiem przypadkiem i znienacka: 
Cudne miejsce, czas i ludzie.
Żydzi, masoni, cykliści, biali Rusini, ludzie ze wschodu, ONRy, PISiory, prowokatorzy, lesby i małżeństwa jednopłciowe i te wielonarodowe, zdołowani, zakochani, trzeźwiejsi i naprani - słowem mieszanka wybuchowa! (na zdjęciu nie zmieszani, nie wstrząśnięci, a jakby po wielkim wybuchu, nieobecni: Prowokator i Flaszek)
Korzystając z uprzejmości Świętego spokoju rozgościliśmy się w chałupie i zaczęli smakować przyniesione na własnych plecach dobra... I działo się, oj działo...

Dni temu dwa nad Szczawnicą 
pobili się PISior z lewicą 
walczyli pół nocy
aż padli z niemocy
Trza było się leczyć kwaśnicą 

I tutaj kilka mam odkryć. 
Nagłe spotkania są niesamowicie wzbogacające i spontanicznie fajne. Już dawno nie spotkałam się z tak fajnymi rozmowami... głębszymi niż dryfowanie na powierzchni tematów, szczerszymi niż te, które nie chcą nikogo urazić. Trwały dyskusje, w których - mimo procentów rozgrzewających krew - każdy każdego słuchał, wysłuchał. Wyraził swoje odmienne zdanie, okrzyczał. Sławek prowokował, lewica szydziła, PISiory broniły się lub atakowały. Ale wszystko było takie... żywe! Emocje, argumenty, żarty, kieliszki. Nikt się nie obrażał, nikt nie pozostawał dłużny. Mała izba, ogień na piecu, gwiazdy tuż za progiem. Cudnie. Tu jest moje niebo. Święty Spokój, zakłócony, miał nas dość i szybko poszedł spać, żebyśmy mogli dyskutować po nocy (lub pod gwiazdami kontemplować własne wnętrza, jak to nucił SCOB). To było bardzo sympatyczne spotkanie i doświadczenie. Spontaniczność, emocjonalność... W otoczeniu pięknej przyrody. A właśnie co do przyrody... 

Raz Kama gdy było mgliście 
Poszła spać w brzozy liście 
Szukali wołali 
aż śpiącą złapali 
a mogli spokój dać byście! 

Tak właśnie. I teraz przechodząc do sedna - to wszystko z powodu Rudej Kamy (a na drugie ma Perypetia). I chwała jej za to :-) Dobrze, że przyleciała na miotle na ten zlot na łysej górze - i zabrała nas ze sobą! Poniżej dowód na rudość, cyc (po prawej) i ciężki poranek (po lewej).
Raz pewna Ruda z Dublina 
wybrała się w góry pić wina 
lecz wyjazd za krótki 
opiła się wódki 
I teraz szczęśliwa dziewczyna!
Na koniec tej epopei i z wielkimi pozdrowieniami dla całej ekipy cytuję dwa wiersze, które tu umieszczam, żeby mi nie zaginęły w eonach dziejów i mroku interneta! 

Autor: Baba Kama. 
Wpadła Kama do Krakówka, Myśli będzie boleć główka, Podejrzeniom było za dość, Lecz nie z tego cała radość, Choć okradli, wychujali, Przyjaciele nie oddali, Biedna Kama, zagubiona, Bez portfela, bez bilona, Okulary zagubiła, Mówi będzie ciężka chwila, Ślepe durne, ot kamowe, Nie zostało porzucone, Do meritum zmierzać będę, Bom pijana, bo już zrzędzę, Dzięki wszyscy Wam Kochani, Żeście byli Kamie dani, Com radości z Was dostała, Zapamiętam choć naprana, Jeszcze wróci szczęścia chwila, Przylecicie do Dublina!!!! KONIEC PS. pisane na rachunku za wodkie dnia 21-go listopada roku pańskiego jakiegoś tam

I błyskawiczna riposta Olgi 

Szanowna Pani Kamilo,
Było niezwykle nam milo.
Prosimy, Pani Marzeda,
Przyjechać do nas na Święta.
W dwóch słowach przyjazd streszczę 
I jego opis zamieszczę.
Wymienię, pani Kamila, 
Te rzeczy, co Pani zgubila:
Portfel i polski dowód
(był znów do nas wrócić był powód)
Na nos okulary i fajki
(górale je pala z Gabańki).
Telefon posiała, 
Dwa kijki złamała,
5 litrów gorzały
Przez siebie przelała
Czyli, Panowie i damy – 
Typowa wizyta Kamy.
Papa, z wyrazami szacunku,
Leć, Kama, leć
(i nie zgub kierunku).


czwartek, 15 listopada 2012

Przyjaźń

Nieważne ile masz lat. Nieważne czy masz włosy czy futro. Jaki masz kolor oczu. Czy masz wąsa. Co lubisz jeść. Różnice barwią. Podobieństwa łączą.
Ważne, że też lubisz spać. I chodzić na spacery. Ważne, że jesteś.

Przyjaźń
Kobieta i Kot

Niesamowite fotografie. Polecam Wam tą linkę: Kobieta i Kot Miyoko Ihary





poniedziałek, 12 listopada 2012

Przajemy jej wiela wlezie!

Wspaniała antologia i gryfne słowo!
Mimo że moja rodzona gwara Śląska Cieszyńskiego nieco się różni od regionu Górnego Śląska w którym teraz mieszkam - mamy wiele wspólnego.
U mnie też się komuś przaje!
Tutaj - przajemy Oldze na urodziny :-)

* przać = życzyć dobrze, serdecznie, z całego serca 

A już z imprezy  - najpiękniejsze czekuladki :-) Których aż żal jeść, takie piękne...


niedziela, 11 listopada 2012

Looking inside - outside

Zasłyszałam w filmie, że

"piękno jest w oku patrzącego"

Nie mogąc odmówić uroku temu stwierdzeniu szukam źródła. Szukając źródła tego cytatu znajduję coraz to inne usta, które miały go wypowiedzieć źródłowo...
Co ciekawe, film ten mi się nie podobał... o ironio! ;-)

Fabryka myszy

W ramach przygotowań do Kiermaszu Książek Zaczytane wzięły się dziś za robótki ręczne i uruchomiłyśmy razem z Kocim Życiem Fabrykę Myszy :-)
Na zdjęciu brak Denatki - Renatki i Myszy-Rumburaka ale można je będzie znaleźć na Kiermaszu! 
Oszczcie pazury i zęby!

Kiermasz Książek

Zaczytani wychodzą z fejsbóga w prawdziwą rzeczywistość!
Pstrokato - Zaczytani wraz z Fundacją Kocie Życie i przyjaznym miejscem Chateau Pierre w Gliwicach zapraszają wszystkich, którzy chcą przełamać opinie obiegowe:

- ludzie już nie czytają
- ludzie w głębokim poważaniu mają książki i akcje lokalne
- ludzie nie chcą pomagać zwierzętom 
- ludzie w ogóle tylko siedzo przed telewizorem i pijo piwsko 

na KIERMASZ i wymianę KSIĄŻEK, z którego dochód całkowicie i absolutnie zostanie przeznaczony na działalność Fundacji Kocie Życie !!! 

Książki w dłoń, koty za płoty! Poczytamy - zobaczymy! 
W ramach kiermaszu zostało poniższym obrazkiem oplakatowane pół Gliwic oraz nawet zainteresowało się nami radio CCM. Nie jest źle! Zaczytani wychodzą z szafy! 


Zaczytani - ideła

Już jakiś czas temu w głowie Pstrokatej ( i na fejsruku) uknuł się projekt Zaczytani.
Zaczęło się od przypadkowych spotkań i zdjęć ludzi, którzy coś czytają, podczytują to tu, to tam.
Np:

Upolowani zaczytani pod Łabskim Szczytem w Karkonoszach
Dwoje tradycyjnie, jeden czytnik (panie, na kalkulatorze czytajo...) 



Nieustannie słychać, że wielu ludzi nic nie czyta - i pewnie faktycznie jest to prawda. Ale ja mam jednak wciąż inną nadzieję. Podobno czytelnik to gatunek wymierający. Jako sprzeciw, na zachętę i na pocieszenie - obserwacja z biodra czytających w pociągu do Lublina. Każdy miał swoją książkę, gazetę, coś. I to wszystko papierowo!!!



Z tych zdjęć zrodził się pomysł małej akcji "Zaczytani" czyli fotografowanie osób czytających to tu to tam.
Zapraszam na stronę (niestety fb tylko) --> Zaczytani
Jeżeli widzisz kogoś kto czyta - nie bądź bierny! Reaguj! Zrób mu zdjęcie! :-)
Udowodnij, że czytają!
Ja się staram udowadniać...

poniedziałek, 5 listopada 2012

Samsara

Jak opisać w kilku słowach tysiąc kłębiących się myśli? Jak w grupie dziewcząt dostrzec jedną boginię... patrzącą miłościwie i z odległości na koło czasu, koło życia i śmierci, na cały nasz ludzki maluczki gatunek, w którym każdej małej mrówce wydaje się, że jest najważniejsza na świecie...
Ron Fricke film "Samsara". Czuję, że nie mogę go tak zostawić, kłębią mi się myśli, buzuje jak pod fajerkami. Muszę je zebrać i opowiedzieć. Już dawno żaden film nie zrobił na mnie tak mocnego wrażenia. 

Zacznę jednak od innego filmu Rona Fricke - Baraki (1992). Naprawdę warto obejrzeć oba filmy razem lub w niewielkim odstępie czasu, a nawet w odwrotnej kolejności. Te same miejsca, ale w innej epoce. Koło czasu. Baraka to medytacja nad błogosławieństwem (Baraka arab. "błogosławieństwo"), które nasz gatunek otrzymał od boga/bogów. Przeplatające się obrazy religii i rytuałów, od aborygenów, przez Polinezję do ściany płaczu. Mimo, że już powoli zaczyna zahaczać o naszą współczesną cywilizację, kpiąc z niej lekko i porównując nasz codzienny bieg i pęd, do fermy kurcząt, które los niesie w kierunku  nieuniknionego przeznaczenia, mimo że każde stara się krzyczeć jak najgłośniej - Baraka jest dla mnie filmem pozytywnym. To zachwyt nad człowiekiem i jego wiarą. Nad tym w jak różny sposób wyraża swoje przeczucie o istnieniu czegoś więcej, czegoś ponad. Zachwyt nad naturą i tymi rytami ludzkości, które poszukują w świecie mistycznego pierwiastka, błogosławieni - czy to derwisze, czy chasydzi, masajowie czy polinezyjczycy. Obrazy są pozytywne, nawet chłopiec puszczający w slumsach latawiec sprawia, że myślę o nadziei, czuję ciepło w sercu.
(* - kto zauważył, że w filmie The Fall (polski straszny tytuł Magia Uczuć) wykorzystano tematy z Baraki?) 

Samsara jest inna. Koło życia i śmierci naszego gatunku coraz bardziej się zapętla. Moja towarzyszka Obywatelka po wyjściu z kina powiedziała: "strasznie mnie ten film zasmucił". Czy istnieje piękno, które budzi smutek? Czy istnieje smutek, który da się pokazać pięknie? 
Myśląc o tym filmie, myślę parami przymiotników.
Zachwycający i smutny. Piękny i straszny. Jesteśmy koroną stworzenia. Jesteśmy autodestrukcją i własnym upadkiem. 
Nie wstydzę się przyznać, że na tym filmie płynęły mi łzy. Płakałam razem z gejszą nad malowanymi lalkami Japonii. Płakałam razem z Lisą Gerard nad maszynami do produkcji żywności, w jakie zamieniły się zwierzęta. Płakałam nad losem matki, która karmi swoje dzieci, nie mogąc na nie spojrzeć. Ludzie patrzący wprost w kamerę, w milczeniu, na mnie. Niesamowity chwyt reżysera. Przenikający mnie do rdzenia kości. Migdałowe oczy małych buddyjskich mnichów, oczy Japonki w fabryce, jedyne co widać spod jej kombinezonu. Kobiety w burkach tuż przy plakacie młodych mężczyzn w slipkach. Kobieta niosąca na głowie ciężkie worki, za swoim mężczyzną który niesie w ręce reklamówkę. Kobieta - strażniczka więzienna chłodno obserwująca synchroniczną gimnastykę więźniów w Korei. Niesamowite zderzenia obrazów. Życie i śmierć splecione w wiecznym uścisku. Prostymi środkami ten człowiek mówi o wszystkim. Mami pięknem wojny, błyszczącymi nabojami, pięknymi defiladami i jednym obrazem ludzkiej twarzy stawia widza do pionu. Już się zachwyciłeś? Piękne prawda? To teraz spójrz. Spójrz w oczy tym, którzy znają ciemną stronę tego piękna. Zobacz jacy jesteśmy piękni i straszni zarazem. Wszyscy tacy sami, a tak różnie przez czas i miejsce porozmieszczani, poustawiani w rozkładzie sił. 

Wiele tematów Samsary pochodzi z Baraki. To tylko dwadzieścia lat, krótka dwukrotna dekada, cóż to w porównaniu z wiecznością. Widzimy to samo tokijskie metro, to samo największe skrzyżowanie. Ruch uliczny - jednak już inny niż wtenczas, inni ludzie, inne fryzury. Za to taka sama ilość ludzi żyjących na wysypiskach śmieci. Wciąż, mimo upływu lat,  Koło czasu, mimo zmian. Wciąż mali chłopcy puszczają latawce w slumsach. Wciąż kobiety o twarzach lalek oferują swoje smukłe ciała i smutne oczy. Wciąż przebiegamy ulice tysiącami małych dróg, w pędzie, nie wiadomo dokąd i po co. Wciąż buddyjscy mnisi wysoko nad nami modlą się za pokój i harmonię świata i rozsyłają swoje modlitwy na wiatr. Wciąż pielgrzymi wirują wokół Kaaby, axis mundi, oś podtrzymująca świat. Wciąż istniejemy a jednak... gdzie dziś jest sens w tym naszym istnieniu? Czy aborygeni nie mieli go więcej, nie czuli życia pełniej we wszystkich jego przejawach...? Jak bardzo determinuje nas miejsce, w którym się urodziliśmy i jaki to ma wpływ na nasze odczuwanie życia? Ludzie wszystkich kultur tulący swoje dzieci odpowiadają mi sami... 

Nieustannie tłukło mi się w głowie pytanie - w jaką stronę zmierzamy, my ludzie, jako gatunek? Kim jesteśmy? Po co zapętlamy się w to wszystko? Co stało się z naszym pięknem? Tym które dostrzegaliśmy przez wieki w świecie wokół siebie, z tym które nosimy w sobie... Jaki sens ma to, że żyjemy? Po co rodzimy się i umieramy nieustannie? Jak to się stało, że życie przestaje mieć wartość? Życie ludzi, życie zwierząt. Czuję smutek, jakby wszystkie rytuały z Baraki nie dały nic i tak coraz bardziej odchodzimy od mądrości, którą niosły nam dawne religie. Od świata, od natury, od siebie nawzajem. Zostają tylko martwe rysunki na skałach i obojętne gwiazdy, które niezależnie od tego co ten śmieszny dwunogi gatunek wyprawia tam na dole - i tak płyną nad nami swoim odwiecznym rytmem. Słońce wschodzi i zachodzi, przypływy i odpływy, przyroda budzi się i zasypia. Często na filmach postapokaliptycznych zastanawiam się, jak szybko przyroda odzyskałaby swoje królestwo, gdybyśmy zniknęli. Zasypane piachem mieszkania odpowiadają mi na to pytanie... 
Po tym filmie nie mam optymistycznych przemyśleń. Cywilizacja betonowych klocków już stoi u bram piramid. W końcu wchłonie całą mądrość jaką mieliśmy. Być może. 

Cenię sobie twórczość, która zmusza ludzi do myślenia, stawia przed obrazami, których nie da się łatwo zapomnieć. I dlatego każdemu polecę ten film. Te dwa filmy. Zobaczcie, zastanówcie się, pomyślcie. Teraz nasze życie, nasz czas. Każda mała rzecz jest ważna. sami tkamy swoją codzienność, swoją jakość życia.  

Ron Fricke. Baraka. 1992 

Ron Fricke. Samsara. 2012


Na koniec końców nie mogę nie wspomnieć o niesamowitych, wypieszczonych kadrach zdjęć w tym filmie. Każde na ścianę. Ron Fricke to mistrz spojrzenia. Długiego i przeciągłego i tego zatrzymanego na kilka sekund. Do tego przejmujący głos Lisy Gerard... która lamentuje nad losem człowieka... Często w kinie macie dreszcze? ...