Zajebisty wieczór, dużo zaplanowanych i przypadkowych spotkań, cudowna cyganeria - opowiem o tym jutro. Pierwszy raz bez krępacji piję piwo na rynku (Trzy Blondi, Triple Blonde!) i jest nam wesoło. Potem tropię węża na ulicach wracając do domu. Jest lekkość bytu, właściwie jest fajnie. Jak już dotarłam do domu, nocnie wyżeram z lodówki i przeliczam godziny snu.
I wszystko jest ok. I jakimś cudem trafiam jeszcze w klawisze. Bo na koniec dnia moją uwagę przykuwa cytat, zwykły ktoś komentuje, że.
"Coś w tym jest, ze nawet z kimś w łyżeczce czujemy się samotni"
Tak więc.
Dobranoc.
Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz