Co tu znajdziesz

wtorek, 16 września 2014

Blada jak świt

Dawno już nie widziałam wschodu słońca, a te wrześniowe są takie ładne. Nie mam na myśli tych oglądanych przez okno (bo takie oglądam często), ale tak żeby iść sobie na spacer i odetchnąć porannym powietrzem. Tak, jestem z tych skowronkowatych, które lubią takie ekscesy. Światło o poranku jest bardzo delikatne i rozproszone, tylko o tej porze są takie pudrowe róże i szarości, kiedy niebo różowieje. 
Wracam dziś rano do domu cała w tych kolorach, brzęczenie budzącego się miasta miesza się z głosami ptaków. Dziarsko maszeruję do domu po nocy pełnej wilkołaczyzmu i wampirołactwa, spędzonej w miasteczku Hemlock Grove. Nie dziwcie się, że po kilku godzinach w tej mieścinie nie chciało mi się szlajać po nocy tym razem. Jeszcze jakiś wygłodzony Upir by mnie spotkał na ścieżce pełnej kasztanów i się potknął, i upadł prosto na moją szyję. Nawet przy tej niesamowitej ilości sosu czosnkowego, jaką pożarliśmy (mamy tu prawdziwego czosnkomistrza!).


Maszeruję z przekonaniem, że już jestem bardzo rozbudzona, dopóki nie docieram do domu. Wyjmuję ze skrzynki kartkę pocztową z pozdrowieniami, wpierw muszę wyostrzyć wzrok na tekst, a potem przez dłuuugą sekundę zastanawiam się kim u licha jest ta Michalina... Czytam dwa razy bez zrozumienia, aż wreszcie klapka się otwiera. Kiedy do mnie dociera, co czytam, śmiech mnie ogarnia radosny, bo okazuje się że moje kończyny mogą już być obudzone, ale głowa jeszcze nie. Potem jeszcze tylko przypalam leczo i dwa razy zmieniam dizajny ubraniowe... i już mogę iść do pracy. Kawo, czarna istoto, daj mi dziś siłę!

1 komentarz:

kawówka pisze...

O tak. Kiedy budzik dzwoni o piątej piętnaście, myślę, że jestem sową na sto procent. A kiedy na rowerze pędzę na przystanek, kiedy rower zostawiam pod domem pana Mirka, kiedy - jak co dzień! - na przystanku maziam usta różową szminką, a niebo też różowe i różowa chusta na mojej szyi - skowronkowato mi i radośnie. Lubię, że Ty lubisz :) Lubię te wspólne.