Co tu znajdziesz

niedziela, 11 stycznia 2015

Nicolas Bouvier

Cykl roku się odnawia, znów mogę sobie obiecać, że będę czytać dużo. W pierwszej połowie roku ubiegłego tak faktycznie było, potem było lato i tyle podniet, tendencja spadkowa. Potem wreszcie utknęłam na książce Omon Ra i inne opowieści - Pielewina, której część pierwsza (w której młody adept jest przez matiuszkę zssr szkolony do spełnienia marzenia swojego i ludzkości - lotu na księżyc) była absolutnie fascynująca. Druga filozoficzna, zmęczyła mnie okrutnie i utknęłam z bohaterem, w przedziale pajezdu, którym ówbohater jedzie przez życie nie wiadomo dokąd. Wielbicielom doskonałych metaforycznych obrazów sowieckiego społeczeństwa polecam. A potem przyszły moje urodziny i... Zasypaliście mnie stosem najlepszej literatury. Patrzę na ten stos i już się cieszę na tą ucztę. I zaczęłam od razu od deseru. Dziękuję Monice i Łukaszowi, idealne trafienie.W samo serce! Brawo, doskonale, teraz leżę w łóżku i... marzę o podróży. <ciężkie westchnienie>

Do tej pory nie wiedziałam o istnieniu tego człowieka. "To klasyka" - mówi Monika, dziś nie wiem, jak mogłam go przeoczyć, po prostu się zakochałam w jego pisaniu, wsiąkłam po uszy. To jest dziennik podróży w pełnym tego słowa znaczeniu, w przestrzeni realnej i w tej w głębi podróżnika. Lata 50te, pisarz Nicolas Bouvier i malarz Thierry Vernet wyruszyli w podróż: Bałkany, Turcja, Persja, Iran, Afganistan. Niesamowita literatura podróży, bystry obserwator rzeczywistości, przyroda, polityka, obyczaje zwykłych ludzi, pogoda i kulinaria - zwraca uwagę na wszystko. Mało znam ten rejon świata, podczas czytania bardzo brakowało mi mapy w książce. Czytam więc z wikipedią, dowiaduję się gdzie są kolejne miasta i przełęcze, sprawdzam gdzie jest Bogojevo i Tebriz, na wschodzie Iranu odkrywam ziejącą gorącem pustynię Lut, sprawdzam jak wygląda krzew tamaryszku i czym jest niezwykle ważny dla wschodniej kultury nargil. Przemierzam tą drogę z nimi. To inna podróż niż byłaby dziś, jestem tego pewna, a jednak jej opis jest niezwykle ponadczasowy.

Podróżują tak, jak mnie się marzy. No, poza tym, że wciąż reperują samochód (przez pół drogi go pchają, ładują na coś większego albo podkładają mu kliny pod koła, żeby przejechać), ale: łapią lokalne dialekty, piją w lokalnych knajpkach, smakują miejscowe smakołyki (chcę zjeść melona z Kabulu!), żyją tak jak lud, do którego akurat zawitali, zostają dłużej kiedy trzeba i oswajają miejscowych że swoimi białymi twarzami, zawiązują przyjaźnie, muzykują i nagrywają pieśni. I wyruszają dalej, kiedy poczują, że to już, że znów w drogę. Po pierwszym rozdziale mam ochotę spakować wszystkie rzeczy, wziąć plecak i wyruszyć. Ktoś ze mną? 
Jeśli nie ze mną - pojedźcie z nimi w tę podróż. Dotknijcie świata, którego już nie ma, a jednocześnie wciąż gdzieś tam jest... i wzywa. Nicolas Bouvier, Oswajanie świata. Nr 1 ze stosu, nr 1 w tym roku i niech to będzie moja gwiazda przewodnia na wszystko, co się wydarzy.


"Program był mglisty, ale w podobnych przypadkach najważniejsze to wyjechać. (...) kiedy to pragnienie stawia opór głosowi rozsądku, szuka się jakiejś motywacji. I nie można znaleźć nic przekonującego. Bo prawdę mówiąc, Nie wiadomo jak nazwać to, co Cię wypycha. Coś w Tobie rośnie, zrywa tamy, aż któregoś dnia pełen wątpliwości odchodzisz na dobre. Podróż nie potrzebuje uzasadnień. Rychło okazuje się, że jest celem sama w sobie. Sądzisz, że po prostu odbędziesz podróż, lecz niebawem ta podróż zaczyna Cię kształcić lub paczyć. (...) myślę o spacerze z Antoine'em (...) przecież objechał całą Rosję, Europę, Persję, nigdy jednak nie dopuszczając, by podróż w najmniejszym stopniu naruszyła jego integralność. Zadziwiające założenie! Zachować swoją integralność? Pozostać integralnym głupcem, jakim się było? Dlatego niewiele wiedział, bo nie ma kraju, który by nie wymagał - teraz to wiem - funta mięsa."

Brak komentarzy: