Co tu znajdziesz

czwartek, 3 kwietnia 2014

Bjeurk


Na języku islandzkim można sobie język zwinąć w rurkę. Nie połamać - bo jest miękki. A wiecie, że Björk [brzoza] (Guðmundsdóttir) się nie mówi Bjork? Tylko Bjeurk. I co ciekawe, to o z kropkami jest... spółgłoską? Hm. ö - wymowa zbliżona między 'u' a 'e' (usta jak do 'u' albo ‘o’ a wymawiamy 'e'). I wszystko jasne. No i tak, uwielbiam to ich atczestwo w nazwiskach. Mmmm. 


prawidłowa wymowa imienia wokalistki tutaj - polecam!

Wystarczy poszukać islandzkiej wymowy, żeby się przekonać, jaki mamy prosty język (prosty w sensie czytany niemalże identyczny z pisanym). Są też tacy, którzy to, co rodzi im się w gardle i na języku ujmują nieco ładniej... stąd obok wiersz, o języku islandzkim.

Podczytuję, staram się coś pojąć więcej. I tak, coś mi się rozjaśnia, czegoś się uczę. Pamiętacie, jak pisałam, że na Islandii nie ma drzew? Otóż były. One tam były. Dlaczego nie ma? No cóż... Działalność człowieka. Smutne. A myślałam że ona naturalnie taka dziwoka.

6. Kraina Zimnolubów, Skandynawia dla początkujących. (Tilmann Bünz) - nadal mnie zastanawiają warunki, w jakich jest w stanie żyć - i to nieźle żyć - człowiek, jesteśmy niesamowici jako gatunek. A dowodem na to są m.in. obowiązkowa nauka wpadania pod lód w szkołach szwedzkich, norweski chór męski z Berlevåg albo ludzie dowożący codziennie dzieci do szkoły dwoma łodziami (z przesiadką), na pobliską wyspę, na archipelagu sztokholmskim. Respect.

7. Islandia, Poradnik Ksenofoba (z 1998 roku, mam cichą nadzieję, że trochę się tam pozmieniało...na lepsze rzecz jasna). Popełnił to cudo Pan Richard Sale, może nie chwała mu za to, ale uśmiałam się parę razy porządnie. Najbardziej z opowieści o narodowym hysiu na punkcie sagi o Njalu, którą podobno recytują w środku nocy na wyrywki.

8. Hilda i Troll (Luke Pearson), świetny komiks. Po lekturze poprzednich pozycji przestałam się dziwić, dlaczego Hilda i Mama nie wyganiają z domu dziwnego stworka, uzasadniając, że przynosi im przecież drewno. I wszystko jasne. http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/hilda/1

środa, 2 kwietnia 2014

Notatnik wariatki


Błysk. Ktoś stuka obcasami w długich korytarzach. Uśmiechy, talerzyki, kolejne czernie kaw. Błysk. Rozmowa na której nie umiem się skupić, udaję, że nie czuję spojrzenia. Błysk. Żałuję znów, że nie palę papierosa. Błysk. Chwila szaleństwa galanteryjnego w białych ręcznikach, śmiech. Błysk. Naciągam rajstopy na wilgotną jeszcze skórę. Nieprzyjemnie. Poprawiam włosy i rozmazany cień. Błysk. Leżę zmęczona na żółtym śpiworze i majtam stopami bez obcasów. Błysk. Ktoś na parkiecie wygina mnie do tyłu tak, że dotykam czubkiem głowy podłogi. Błysk. Na szpilkach można doskonale balansować, podziwiam tą zdolność. Błysk. Ktoś śpiewając głosem trzech tenorów przykleja się do małej szybki w saunie. Umieram ze śmiechu. Błysk. Miękki biały ręcznik. Odgłos lejącej się wody w nocnej ciszy. Błysk. Leżę na łóżku na skos. Błysk. Leżę na łóżku w poprzek, dotykam stopą gładkiej ściany w zielone pasy. Błysk. Ptaki śpiewają zbyt głośno. Poranne rozmowy, jak to jest być sobą? Błysk. Samochód połyka drogę, pobiegłabym za najdalszy horyzont. Błysk. Szukanie miejsca, którego nie ma, peronu 2 i 3/4. Liczenie numerów domów i badanie podwórek. Przecież musi gdzieś być. Błysk. Zgrzyt klucza w zamku, spokojny oddech. Błysk. Drzemka popołudniowa. Ciepło, cudnie ciepło. Tulipany o żółtych sercach. Błysk. Wchodzimy przez furtkę do domu dudniącego muzyką. Twarze, włosy, muzyka. Błysk. Dance dance dance. Błysk. Stoisz pod ścianą i wiem że przez chwilę patrzysz. Błysk. Keep the distance. Igiełki słów, które topnieją szybko jak płatki śniegu i nie zostaje nawet ślad. Błysk. Does it hurt? Does it hurt? Uśmiecham się i wypijam toasty. Błysk. Dance dance dance, trans. Błysk. Miękka szara bluza, na której zostawiam swój cień do powiek, niezauważenie. Błysk. Otwieram oczy, jest piąta rano, na parkiecie tańczą ostatni w transie, bit nie wdziera się w sen, cichnie. Tylko w mojej głowie. Błysk. Otwieram oczy i w pulsującym rytmie muzyki zastanawiam się czy to noc czy dzień. Błysk. Ciepłe poranne światło na twarzy, herbata w kuchni. Uśmiechy oczu i miny. Błysk. Wychodzimy w zimny poranek, idziemy przez las, wszędzie jest zielono, oddycham głęboko i czuję, że budzę się razem ze słońcem. Błysk. Otwieram oczy na ławce w parku, zasnęłyśmy obie. Jest ciepło i powietrze pachnie wiosną. Szum miasta w tle. Błysk. Wsiadam do autobusu. Błysk. Wbiegam do nie swojej łazienki i wkładam głowę pod kran. Staram się nie myśleć o tym, od jakiego czasu mam na sobie tą samą kreację. Nieważne. Błysk. Samochód połyka drogę. Biegnę za najdalszy horyzont. Błysk. Leżę w krótkim rękawku na trawie nad Wisłą. Czuję pod sobą ziemię. Pies ma miękkie futro i ktoś trzy razy pyta mnie czy chcę kawy, zanim to do mnie dotrze. Uśmiecham się i razi mnie słońce. Błysk. Przechodzę w kolorowym tłumie dobrze mi znanym brukiem ulic, lody topią się szybko. Błysk. Odczarowuję ulicę na której uciekłam, nawet kurtkę mam tą samą co wtedy. Nie jestem sama, teraz jest bezpiecznie. Błysk. Zasypiam w samochodzie. From Kraków to the moon. Błysk Piję wieczorną kawę, pierwszą tego dnia i chyba dlatego tak mocną. Słońce jest coraz niżej. Błysk. Come on and rest your head And I’ll protect you You’ve been running too far Strullin’ for fear You’ve gotta stop sometime soon You’ve been running up hills and running too slow I just keep on running, keep on running Look what you find, look what you find... Błysk. Słucham muzyki, myślę, moje ramiona tańczą, palce na klawiaturze resztką sił. Słowa. Dymki słów. Błysk. Uciekam w sen. Mimo wszytko Thank God I'm alive! Zaraz północ. Nie jestem z kamienia.

poniedziałek, 24 marca 2014

Godzina W.

Wybiła godzina W - jak Wiosna. Jednak przyszła, choć wiele było momentów przez moje ciemne dni, że w to nie wierzyłam: że ja dotrwam, że ona przyjdzie. Wyłażą z piwnic koty, wyłażą z ciemności dni, wyłazi zielone z każdego kąta i na to zielone wyłażą. A przynajmniej wyłazili i wystawiali pyszczki do słońca, ja też. Czas przeszły bo tymczasem wpadła do nas na chwilę (i została na dłużej) Norwegia (dzięki podróżnicy, wielkie dzięki) i tyle było ze słońca. Ale woda potrzebna zieleni, jeszcze się pogrzeję, a jak. Tymczasem ciepło czerpię z innych źródeł, z gorących jak kamienie dłoni, z czekolady (wiem wiem, a dupa rośnie), ze spacerów po zielonym, z pierwszej kawy na leżaczku, z odkrywania Dolnego Śląska na Górnym Śląsku i też z tego, że ktoś zabiera mnie do fryzjera (ja ja, jo wiem, baba na wiosnę...) i jeszcze na lody. Z dialogów publicznych o sensie świata też! Haha! I z tych innych dialogów prowadzonych zbyt krótkimi nocami. Fajnie, że jesteście! Fajnie, że jesteś Wiosno. Tęskniłam. 


Od Beskidu Wiosna idzie, już ją czuć! Chociaż góry otulone w biały puch, obudź się, jeszcze wszystko możesz zmienić, głowę trzymaj wysoko w chmurach, nogi twardo na ziemi

wtorek, 18 marca 2014

Koftozapętlenie nocne. Autoportret.

Nie chcę cię dotknąć 
Boję się 
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość 
Jesteśmy inni 
Każde z nas 
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty 
Dziki 
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się 
Któryś tam raz 
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to 
Co mogę dać 
Czule 
Czulej 
Najczulej 

wtorek, 11 marca 2014

Zołza

Czasem znienacka ktoś jest po prostu dla mnie miły. Ktoś mówi swojemu uczniowi, że pojadę na Wyspę i ten przekazuje mi do obejrzenia i pomarzenia cudnej urody album "I was here"(był TAM), tak po prostu. Wręcza mi go z uśmiechem w słońcu, mrużę oczy od słońca i uśmiechu. Zupełnie bez powodu miły gest, coś, czego wcale nie musi się robić. Ciepełko. Są dni piękne i słoneczne ("czy do Ciebie wszyscy ludzie się uśmiechają?"), są dni, w które mimo słońca komar jakoś ukąsie. Nie wiem dlaczego, czasem jestem zołzą. Nieumyślnie nawet wbijam szpilkę słowa. Czasem nie wiem, że ją wbijam. Myślę, że jestem jak taki komar co lata koło ucha i może trochę drażni, ale jednak nie dziabnął. A tu ktoś traci kroplę krwi i swędzi go. Potem jest mi przykro. Diobeł nie kobita, czorci, biesi się coś. . Czasem ktoś po prostu jest. Przyjeżdża nagle z daleka i bliska, bo tak ma ochotę. Leży się wtedy na poduszkach i pije herbaty o różnych smakach. Czasem telefon po prostu dzwoni, nawet do zołzy. Czasem zachowuję się głupio. Czasem nie zachowuję się wcale. Czasem nagle nie wiem co z sobą zrobić. Próbuję się dziś zmęczyć, udaje mi się tylko zmęczyć ciało. Dziś spakowałabym plecak i ruszyła gdzieś przed siebie. Gdzie nikt nie wie, jaką jestem zołzą, gdzie może nawet ja będę jakaś lepsza. Bo tak, droga jest lekarstwem. Za długo wszystko, co bardzo ważne - trzyma, za długo w miejscu. Za długo w tym mieście. Czasem jest dziś.


* koszulka: pantuniestał

poniedziałek, 10 marca 2014

Kultura jest Babą!

Z okazji Dnia Kobiet razem z Stowarzyszeniem Folkowisko i babami w całej Polsce (i nie tylko) robiliśmy na Mariackiej KATOWIOSKĘ i odczarowywaliśmy wiejsko-babskie stereotypy na wesoło. Przylazły Baby (o pci różnej) - dziękuję wszystkim Babom z Katowioski i okolic! Bosssko obieracie, a jak pieczątkujecie, mmmm, a jak gracie i śpiewacie! Baba Łu dziękuje ogólnie! A Babie Ewel za wspólne Baby nakręcanie! I pozdrawiamy Stowarzyszenie Folkowisko czyli inicjatorów całego zamieszania, fajni jesteście, łoj! 






Baba Łu love Kogutek! A tu można nawet posłuchać: 


Foti: Taisia, Mama Sylvany, Karol, Kamil i Agni; filmik Ola H.

Niski Wark

Ta mała wyspa ma ludności mniej niż Gliwice i Zabrze razem wzięte. Patrząc na liczbę wykonawców i zespołów z Islandii, to w Gliwicach co trzecia osoba musiałaby na czymś grać lub śpiewać, ~ tworzyć muzykę. Hm. Podobno mamy się nie spodziewać w Islandii samych delikatnych i wiotkich Sigur Rosów. Wyspiarze to twardzi faceci,  potomkowie wikingów, ludzie hartowani w trudnych warunkach klimatycznych. Tymczasem po koncercie Low Roar znów jakoś nie mogę w to uwierzyć. Na moje muzyczne ucho muzycy z Islandii w przeważającej większości, to nie są twardzi wikingowie. Chyba muszę rozeznać islandzki metal.

swewhathappened
                                 
Z czym kojarzy Wam się Islandia muzycznie? Dla mnie to Mum, Sigur Ros (i Jonsi), Olafur Arnalds, Bjork, GuGus, Emilliana Torrini. Twardzi wikingowie....? No więc tak, podobno tam są. Tymczasem na scenę wychodzi Low Roar ze swoim delikatnym głosem i spowija nas sztuczna mgła. 

I jego magia dźwięków przenosi mnie w inną przestrzeń. Bo muszę powiedzieć, że wyczuwam jakiś wspólny mianownik w muzyce stamtąd, trudno to opisać, ale spróbuję. Reporter ("Kraina zimnolubów") odwiedzający Islandię pisze, że po przybyciu tam, czegoś mu brakuje i długo zastanawia się czego. Czego? Na Islandii nie ma drzew. Teraz już pewnie są, nasadzone, ale tak w ogóle to nie ma. Skały, woda, łąki, niebo... przestrzeń. I to jest to odczucie z islandzkiej muzyki. Przestrzeń, w której dźwięk zawisa, unosi się swobodnie, bardzo długo biegnie. Jakby wiatr, jakby w ten horyzont, pomiędzy ziemią a niebem. Fascynujące... I tak, to był dobry koncert.