Co tu znajdziesz

poniedziałek, 17 lutego 2014

Mumam

Ten dzień zaczął się pięknym wschodem słońca nad Gliwicami i nad Eyjafjallajokull, obserwowałam jeden na żywo biegnąc do biura, a drugi przez kamerkę umieszczoną na wyspie. Wyższa technika pozwala mi przemieszczać się pomiędzy światami. Takie wiosenne, piękne dziś słońce, wytęskniony błękit, energia! Spotkania, kołowrót zdarzeń, języki, bardzo dobry film o smaku curry (opowiem później, muszę jeszcze go przegryźć w sobie...), ciepły jak słońce południa. Drogę do domu oświetlał mi jasno księżyc. Teraz dym, a może mgła przetacza się pod latarnią za oknem...  Tymczasem. Czy można jednocześnie być uzależnionym od podróży i tak dramatycznie stać w miejscu? Tak. W środku mnie, nie od dziś, siedzi mały demon. W takie miesiące jak ten, bardzo mały, bo do lata daleko i zimą tak mu jakoś sennie i trochę tęskno. Demon siedzi i mruczy mruczanki. O drodze. O słońcu, o wietrze. O wystawionym kciuku i jechaniu nie wiadomo z kim i gdzie. O martwieniu się prostymi rzeczami. Nie zobowiązaniami, nie telefonami. Prostym: przed siebie. Przeżywaniem każdego dnia, odkrywaniem. Jak już nie pierwszy raz za jego podszeptem pobiegłam w sobie drogą za najdalszy horyzont. Och jak mi do tego było tęskno. Kara B. obrazami i słowami dyskretnie karmi mojego demona. Podsuwa mu smaczne kąski. Jedz maleńki, musisz być silny, kiedy przyjdzie pora. Karmię go i ja... stosem książek, który leży przy łóżku i zawiera wiele słów na literę I. Płytą, która taka ważna dla mnie od tylu lat, a dopiero teraz postanowiłam ją kupić. Delikatna muzyka Muma powstawała w zaaranżowanej na studio latarni morskiej... w tym kawałku świata gdzie króluje przestrzeń. Pierwszy raz od lat, znów jej słucham, każdy sampelek milion już razy wysłuchany, kiedyś wysłuchiwany z osobą bardzo ważną. Słucham znów, przechodzę ścieżki dźwięków. Ale to kiedy zaszywam się w mojej jamce. Gdziekolwiek z niej wychodzę, nakładam słuchawki i słucham w kółko utworu "hurt me" the yezabels. Oh, hurt me, world, wszystko jedno, kiedy wiem, że droga  już biegnie. A w domu Mumam sobie, na dobranoc dźwięk płynie z latarni jak snop światła, pod chmurami i nad wodą, nad moim łóżkiem. Zanurzam się i roztapiam w nim. Finally we are no one. Demon śpi utulony, czujnym demonim snem. Miękkie, włochate uszy ma czujnie jak pies ustawione na nasłuch. Może jak łapacz snów pilnuje dobrego snu. 

1 komentarz:

Karina Swachta pisze...

Twój demon się wypada z owieczkami na islandzkich pastwiskach tak, że kto wie, może tam zostanie...