Co tu znajdziesz

czwartek, 20 września 2012

Na skraju lata

     Nie lubię żegnać się z latem :-/ Lato z ptakami odchodzi, wiatr skręca liście w warkocze... 
Uwielbiam ciepło i zieleń. A jednak jesieni nie mogę odmówić piękna... kolory jesieni to moje ukochane. Brązowa, lśniąca skórka kasztana, któremu nie mogę się oprzeć, kiedy go spotkam na drodze... żółty ugier traw, rudości liści, czerwień jarzębiny. Jesień ma najpiękniejszą paletę barw. 
Tymczasem w Beskidzie do lotu już się pręży wrzesień... żegnam powoli lato. Schowałam zielony płaszcz, wyjęłam brązowy sztruks i rudą wełnę, która otuli mnie lepiej w mroźne poranki. Będę tęsknić za latem aż do wiosny! Ale... przychodź jesieni, jestem już gotowa na to, co masz w koszyku! 

    Końcówka lata spędzona u Łucji Lucyny, Cudnego Człowieka spotkanego przypadkiem i znienacka kiedyś w drodze :-) Na zdjęciach jej Gieroj tarmosi kość w ogrodzie, który powoli wraz z rumieńcami dyni staje się jesienny. Co to za cudowność móc po prostu wyjść do ogrodu i nazbierać pełen kosz winogron, potrząsnąć drzewem wywołując deszcz brzoskwini! Ogród obfitości :-) I wielkie podziękowania dla radosnej opiekunki ogrodu za kosz smakołyków, o smaku końca lata! 

wtorek, 18 września 2012

Sigur Sacrum

W sobotę spadły nam z nieba bilety na - jak się okazało - cudny koncert Meli Koteluk, snujący się tam gdzie miał się snuć, to znów energetyczny tak, że przestrzeń gęstniała od energii przytupujących to taktu stóp. Nieczęsto taka polska wokalistka się zdarza, z piękną barwą i dobrym tekstem! Magicznie! 
Gdyby można było szybciej odnajdywać
widzieć trochę więcej słyszeć wszystkie dźwięki
Czy ulotność chwili lepiej znosić byłoby niz dziś...
Nie wolno Ci się bać, wszystko ma swój czas
Działać bez działania żyć bez przymuszania
dawać, otrzymywać, nie wyrywać chwilom
Przemijanie w zgodzie uratuje mnie... dziś wiem


A następnie niedziela... i miękkie tony wokalu Sigur Rosa, jedyne w swoim rodzaju i brzmieniu. Aż włosy stawały dęba! Wulkan energii. Jeżeli urodziłby się wcześniej komponowałby monumentalne symfonie na kilka orkiestr i chórów. A może to kolejne wcielenie, któregoś z takich właśnie kompozytorów? 
Nieziemski koncert. Nieziemskie dźwięki. Warto było wszystkie perypetie przejść, by tam się znaleźć! Miękkość jego głosu wywołuje u mnie obrazy mglistych pejzaży... lasów pełnych cicho stąpających trolli. Islandii-z-mojej-wyobraźni. Mimo pozornej łagodności ogromna ukryta energia. 
I to w jakim dobrym towarzystwie! :-)
Magia dźwięków Sigura:

Kawa ja i czas

W piątek dostałam leciutką burę od Mortishii, że na blogu mało się pojawia i nieregularnie.
Nieregularnie to fakt - pstrokate mam również podejście do czasu, który ostatnio mi się bardzo wymyka.
Jest w tej burze za to pozytywna wiadomość - jednak jakiś-ktoś tu zagląda! :-)

Dlatego też z radości i z bury zamieszczę swoją wczorajszą chwilę relaksu, która niespodziewanie mi się w kołowrocie zdarzeń przytrafiła - w Dobrej Karmie, cudnym miejscu wolnym od zgiełku, a zwłaszcza 15 min przed otwarciem (tu podziękowania dla Martyny Dobrokarmowej za uchylenie mi drzwiczek prowadzących do tej właśnie godziny).


   Ta chwila z parującą kawą według pięciu przemian to prezent od czasu, nagle wyrwany z kolejnego już tygodnia w pędzie. Wreszcie nigdzie nie biegnę, nawet słowa mogę pisać niespiesznie. Żaden pociąg mi w tej chwili nie ucieka ostatnimi minutami, nie myślę o odpisywaniu, oddzwanianiu, pisaniu e-wieści. Nie myślę jeszcze o jutrze, kiedy otworzę drzwi biura i natłok spraw przygarbi mnie nad biurkiem. Bez-myślę.
    Kawa ja i czas, i książka, w której każde słowo tak dobrze wywarzone, przemyślane. Takie książki czyta się powoli, smakując każde zdanie.
    Rozgryzam na języku razem z przyprawami pięciu smaków drobne ziarna matiuszki rassiji, piach wilczych trop, krople Morza Białego. Godzina schowania się przed całym światem spadła z drzewa dobrych wiadomości nagle, znienacka. Teraz obieram ją powoli ze skórki, jest dojrzała i soczysta. Pyszna. Motyl przysiada mi na ramieniu. Szkoda, że to tylko cień jej skrzydeł.


Ostatnio ścigam się z czasem, dopędza mnie kiedy słabnę ze zmęczenia, dopada kołowrotem spraw, które "jeszcze" i które "trzeba". Po lekturze jakże ciekawych przemyśleń Piotra o czasie (które bardzo polecam), zaprzyjaźniłam się z małą czerwoną ośmiornicą Astrid, która zamieszkała w moim białym pudełku i codziennie wesoło przypomina mi o tym, że czas można opanować i można nie zapominać o wszystkim :-) Mimo, że jestem dzieckiem papierowym, czyli miewam zwykle stos karteczek na których zapisane jest wszystko - polubiłyśmy się i postanowiłyśmy razem współpracować. Może dzięki temu kawowych chwil będzie więcej!

Smacznej kawy, mądrej książki i tych chwil oddechu dla każdego!

czwartek, 30 sierpnia 2012

Czaszeczki do herbatki. How sweet!

Idealnie do zastawy, która pojawiła się wcześniej!
Popołudniowa mroczna herbatka dla steampunkowych gości lub Kapelusznika w wersji mroczniejszej.

Wczoraj szukając prezentu z czachą dla pewnej Magentowej Dziewczynki, zauważyłam, że czaszkomania powoli mija i staje się (czy to możliwe?) passe... pomijając jedno znalezisko - jakieś bohaterki zombie (Chude jak szczapy, a'la barbie, ale zombie! Od Czesia się zaczęło, na Barbie się skończyło...?) które królują na zeszytach i piórnikach! :-))) Z różową czaszką z kokardką. Really scarry!

Cóż, niezgłębione są dla mnie mechanizmy mody, gdzie w jednym momencie nie da się kupić nic bez czachy, a w następnym nie ma już nic a nic z czachą (za czachę podstawić można dowolny krój, deseń, wzór, materiał...).

Może nurt emo nieco przygasł, może fascynacja śmiercią nieco się wypaliła... choć nie wierzę w to do końca, a strony takie jak
Coilhouse
uspokajają mnie. Strona fascynująca zaiste.
I jeszcze zawsze uratują mnie niszowe sklepy takie jak w Cieszynie - Z Emily the Strange oraz Nightmare Before Christmas!

Tymczasem do kompletu na popołudniową herbatkę - czaszeczki. Aby czaszka nie zniknęła w mroku niepamięci zbyt szybko.


Wieczorem

Kot wieczorny czyli już powoli Kot Spaślak. Dziewczyny wypoczywają wieczorem :-)


środa, 29 sierpnia 2012

Wiedziemki w borówkach


Idziemy sobie szlakiem jak gdyby nigdy nic, na dużą babią przez małą babią. 
Aż tu nagle z borówek dobiega do nas pytanie: 
- Dziewczyny, chcecie kanapki? 

W borówkach popasały dwie cudne białowłose wiedźmy, które znienacka obdarowały nas na drogę zaczarowanym plackiem drożdżowym, który został rytualnie pożarty na szczycie Babiej Góry, a także kanapkami z serem dającymi moc, która przydała się nam bardzo podczas trasy, która miała 10,5 godziny i skończyła się dopiero o północy! 
Cudni Ludzie są wszędzie, a wróżki/wiedźmy czają się w borówkach i czekają na głodne podróżniczki :-)))

piątek, 24 sierpnia 2012

Nie dotyczy

 

środek lasu. nie dotyczy alp. 
plaża. zakaz kąpieli. 
cuda panie, cuda...