Co tu znajdziesz

czwartek, 12 grudnia 2013

Manifest na ostatnią 2kę



Go sing, too loud
Make your voice break- Sing it out
Go scream, do shout
Make an earthquake...

You wish fire would die and turn colder
You wish, your young, could see you grow older
We should always know that we can do anything
Go drum, too proud
Make your hands ache - Play it out
Go march through a crowd
Make your day break...
You wish silence released noise in tremors
You wish, I know it, surrender to summers
We should always know that we can do everything
Go do, you'll know how to
Just let yourself, fall into landslide
Go do, you'll know how to
Just let yourself, give into low tide
Go do!
Tie strings to clouds
Make your own lake - Let it flow
Throw seeds to sprout
Make your own break - Let them grow
Let them grow (Endless summers)
Let them grow (Endless summers)
(Go do endless summers)
You will survive, will never stop wonders
You and sunrise will never fall under
You will survive, will never stop wonders
You and sunrise will never fall under
We should always know that we can do everything
Go do!

niedziela, 8 grudnia 2013

Czyżby Dybuk...?

- Aj Pan nadkomisarz zaczyna mówić jak Rabin!
- Tak mądrze?
- Taki zamęt prostemu Żydowi w głowie robi, że jemu potem każda odpowiedź wydaje się mądra.
- Trzeba by użyć Froim własnego rozumu.
- Może i ja bym mógł jego użyć, proszę Pana nadkomisarza, tego rozumu, ale mnie Jenta nie pozwoli tylko zaraz do Rabina wyśle. A jak Rabin nie poradzi, to trzeba będzie koniecznie do samego cadyka z Aleksandrowa.
- A jeśli cadyk nie da rady?
- Aj to już nic innego, tylko na mesjasza poczekać!

Warszawska ferajna i dintojra, przedwojenna łódź. Fabryczne dzielnice, nieco zbyt mądra żydowska dziewczynka, nieco szalony Rebe upatrujący wszędzie złowieszczej Lilith. Tajemnicze zabójstwa... i całkiem niezłe strzelaniny uliczne. Z harmoszką w tle. Dzielny i inteligentny nadkomisarz, wciągająca intryga. Dla mnie to dokonane odkrycie nowego, polskiego autora. Co więcej - świetnego! Już zacieram łapki na następne książki o nadkomisarzu. Oj tak! 

- A kim jest Bornstein z wykształcenia?
- Analfabetą, panie nadkomisarzu. 

16. Konrad T. Lewandowski Perkalowy Dybuk 
Demoniczna sprawa nadkomisarza Drwęckiego w przedwojennej Łodzi

środa, 4 grudnia 2013

Dziadek i Ciotka


Dziadek - choć nie mój, ale nasz, rodzinny. Jego sąsiadka, ciotka (lat 78) - choć nie moja, ale tyle lat sąsiadowania przez ścianę, że właściwie też rodzina. Dziadek Paweł lat 96, zawsze uśmiechnięty i wesoło podśpiewujący pod nosem pioseneczki. A czasem i nie pod nosem, jak słonko przyświeciło! Ciotka mu przynosiła ploteczki świeże. Tak sobie tu wieczorem radośnie pogadywali o tym, co na wsi. Kto z kim się ożenił, kto w ciąży, czyja córa za kogo. 
Dziś chowali dziadunia, jutro pochowają ciotkę. Razem poszli w ostatnią drogę sąsiedzi zza ściany, może idą razem i pogadują po drodze o ploteczkach. Myślę sobie czasem, że niewielu jest chrześcijan tak wierzących w to dobre, co czeka ich po śmierci... jak ta jedna jedyna osoba, która nie po raz pierwszy cieszy się, że ktoś umarł. Nie złośliwie! Ale tak... chrześcijańsko. Nie smućcie się, oni dziś już są u Boga! Alleluja! Nie pierwszy raz zadziwia to mnie  - płaczącą i pochylającą się nad ludzkim kołem życia. 

Na smentarzu mieszkać będę a na chwilę tu pobędę
aż Pan Chrystus wszystkich ludzi głosem trąby z martwych wzbudzi
Nuż tu mieszkać i przebywać, a cichuchno będę śpiewać
pewien tego i bezpieczny, że mi dany żywot wieczny
Bracia siostry i pokrewni, bądźcie wszyscy tego pewni
Że przyjaciela Waszego macie w niebie schowanego. 
Teraz się łod was ubieram, krótki żywot swój zawieram
ciało w ziemi odpoczywa, dusza wiecznie w niebie śpiewa

Potańcówka

Niedawno dzięki Ewelinie i Rudemu Goblinowi odkryłam, że nie samym śpiewem człowiek folkowy żyje. Gdzie Basy? Muzykanci, oberka grajcie! Wspaniałe, wirujące przeżycie! Spódnicą zamiecione dokładnie! No, żeby nie było - śpiewanie też, tak tak! 


Fotki: 1.Arkadiusz Sz. 2. Pstrokata 3. Panna Tafelka 4.Michał chyba 

piątek, 29 listopada 2013

Mistrz

Jeżeli mogę powiedzieć, że czyjaś twórczość wiele razy w życiu mnie wspierała i że miała na mnie ogromny wpływ - to tylko Jego. Cytat w głowie na każdy temat - to najczęściej Jego słowa. Ja bardziej prozę lubię smakować. Ale te wiersze przeżywane po wielokroć, w nieskończoność. I wciąż od nowa. Moje tomiki z poezją wędrowały do kolejnych rąk. Ale to nieważne, mam je w głowie. W sercu. Wczoraj były jego urodziny. Kto lepiej niż on wyśpiewa epitafium, zawierając w nim rzeczy sedno. Wszystkiego najlepszego Mistrzu. Bracie spod jednej anathemy. Swoim własnym głosem i słowem. Posłuchajcie... 

Fpitafium dla frajera - Jonasz Kofta słowa i śpiew 

Żył raz Frajer
Wierzył w bajer
Potem umarł

Nad grobem cztery
Inne Frajery
Wbite w gajery
Wytarte, starte
W cholernym słońcu
Stali bez końca
Jakby po piwo
Albo ćwiarę

Aż wreszcie jeden
Niemłody Frajer
Łzę łyknął gorzką
Jak zajzajer
I w taki gorąc
O suchym gardle
Na siebie biorąc
Żałobne parle
Powiedział:

Przyjacielu
Trochę serca nam ubyło
Ile naprawdę
Jeszcze nie wiemy
Pamięć o Tobie
Poniesiemy
Zrobimy z nią
Ile umiemy
Ci co z urzędu
Wieńce kładli
Musieli odejść
Do swych spraw
Nas tak jak Ciebie
Czas nie nagli
Frajerzy zawsze
Mają czas

Bracie spod jednej anatemy
Żegnamy Cię i dziękujemy
Że Ci się chciało
Być zakałą
Gdy wystarczało
Głośno klaskać
Że Ci się chciało
Widzieć całość
Gdy wystarczała
Biała laska

Że Ci się chciało
Być tylko sobą
Zwyczajnie dobro od zła
Odróżniać
Kiedy nikogo
Nie było obok
Tylko służalcza
Szepcząca próżnia

Że Ci się chciało
Myśleć tak mało
O swoich własnych
Nielekkich losach
Że Ci godności
Wystarczało
By nie dorzucać
Drewna do stosów
Że Ci się chciało

Że Ci się chciało
Ciężki Frajerze
Przeżyć po ludzku
Swe ludzkie życie
Choć w zmartwychwstanie
Nikt z nas nie wierzył
Ni w wieczną rzeczy pamięć
W granice
Bracie spod jednej anatemy
Żegnamy Cię
I dziękujemy

Cztery frajery
Wbite w gajery
Jeszcze postały
Chwilkę na słońcu
Ptaszki ćwierkali
A oni stali
Po dobrej chwili
Poleźli w końcu

I zapomnieli dać po czerwońcu
Ja bym takiego klienta
W życiu nie wpuścił na cmentarz

wtorek, 26 listopada 2013

W studni opowieści

Opowieści. Bajania. Legendy. Baśnie. Historie. Wzruszające. Wciągające. Uśmiewające do łez. Straszne. Zastanawiające. Z morałem. Typowe romantyczne skandynawskie czyli o trollach. Z daleka. Z nie-wiadomo-kąd. Pieśni z serca Szkocji, dźwięki harfy. Drobne gesty dłoni, uniesienia brwi, przymknięcia oczu. Tembr głosu. Przestrzeń na kilka kroków i głos. Brama do innego świata. Słowa, słowa, słowa. Te, w których piersi jak granaty i te, gdzie głodne staruszki i złe rusałki. Magia. Noc opowieści. Festiwal opowieści. Od szarego, neonowego wieczora do niemalże białego, listopadowego świtu. Spełnianie marzeń in progress. 


Foto: Grupa Studnia O. Katarzyna Łukasiewicz

środa, 20 listopada 2013

Traktat o łuskaniu


Ważna książka, chodziłam wokół jej cytatów, potykałam się o nie tu i tam, aż nagle "ja ją mam, pożyczyć Ci?" TAK! I było warto, och jak było warto! Czytałam tą książkę długo, ponieważ nie jest to lekka książka do szybkiego połknięcia. To jest traktat filozoficzny, to jest rozprawa o życiu, trzeba te słowa poprzeżuwać dłużej, pomielić na żarnach myśli, te oporne popić łykiem herbaty wieczornym. Co drugie zdanie, jeśli nie każde - to cytat. Jakbym miała robić wypisy, przepisałabym całą książkę prawie... Jak teraz wybrać z niej mały tylko fragment? Niemożliwe! Ale zachęcam do zapoznania się z tym niezwykłym monologiem, który snuje się przy świetle lampy i dźwięku łuskania fasoli, trzaskających strąków. Ja jeszcze łuskanie fasoli wieczorami pamiętam, robiliśmy to u mojej Cioteczki na wsi, w domu rodzinnym Mrózków... 

Odrobiny z traktatu:

(...) ja właśnie płakałem. Nie po wierzchu. Czułem coś takiego, jakby z drugiej strony moich oczu łzy do wewnątrz mnie spływały. Doświadczył pan może takiego płaczu?

Nie ma czegoś takiego jak przypadek. Cóż to bowiem jest przypadek? To tylko usprawiedliwienie tego, czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć.

Czy zastanawiał się pan kiedyś, jak silnie związani jesteśmy z przeszłością? Niekoniecznie naszą. Zresztą cóż to jest nasza przeszłość? Gdzie są jej granice? To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej tęsknoty, tylko za czym? Czy nie za tym, czego nigdy nie było, a co jednak minęło? Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą. Przeszłość drogi panie nie ma nic wspólnego z czasem, jak się sądzi.

Polecam.
16. Traktat o łuskaniu fasoli, Wiesław Myśliwski