Co tu znajdziesz

środa, 29 kwietnia 2015

Pod magnolią

 

Jesienią kupiłam kilka książek o śmierci. Nie przeczytałam ich wtedy i teraz nie mogę się do tego zmusić, kiedy ta jasna wiosenna zieleń szaleje wokół, wrócę do nich w listopadowe wieczory "czaj&kocyk". Pachnie, uwielbiam ten pachnący zapach, wczoraj po deszczu obłędnie pachniała zieleń i ukwiecone drzewa, taką świeżością. Zawsze mi tej wiosny mało, zawsze jest dla mnie zbyt krótka, za szybko przechodzi. W Cieszynie poszłam na spacer trasą "najpiękniejsze magnolie kwitną w Cieszynie", kiedy zaczynają kwitnąć, wiem, że muszę się spieszyć. Że przymrozek albo deszcz zbiją kwiaty, zbrązowieją ich białe płatki. Kwitnienie magnolii to loteria pogody i kilka dni szczęścia. Dlatego kiedy wiem, że mogę złapać ten moment, kiedy drzewa są obsypane kwiatami, jeszcze bez liści - łapię go. Magnolie w słońcu to prezent od losu. Królewskie drzewo, krótkie chwile przepychu i szybkie przemijanie chwały.



Japonia docenia swoje drzewa, cały kraj ogląda wiśnie. Śledzi falę kwitnienia, która idzie przez kraj, nadaje w radio komunikaty, gdzie co już rozkwitło. Japonia przechadza się pod, ogląda, japonia piknikuje w deszczu płatków. Japonia czuje mono-no-aware, zachwyt nad pięknem małych rzeczy i ściskanie w dołku, nad ich przemijalnością. Japonia wie, że życie [samuraja] jest krótkie jak życie kwiatu śliwy, kwiatu wiśni. Dla mnie to znów te dwa odczucia, które są fundamentem człowiekowatości, fascynacja pięknem i witalnością i jednocześnie lekka groza przemijalności, ciarki, włos na rękach postawione na sztorc, zjeżenie się jak u pierwotnego zwierza. Co roku obiecuję sobie następne kwitnienie spędzić w Japonii... ale tymczasem jestem tu... i wszystko kwitnie, i wszystko pachnie! Rozejrzyjcie się, bo teraz cała Polska widzi kwiaty jabłoni! Przydałyby się i u nas pikniki pod jabłonkami!

Kto się nie boi przemijania? Zwykle o tym nie myślę, częściej myślę jesienią niż wiosną. A jednak po japońsku, odczuwam zachwyt wiosną i żal, że przemija, że taka ulotna. Boję się przemijania uczuć, boję się przemijania witalności. "A ja nie chciałabym tak po prostu przeminąć" śpiewa Nosowska, patrzyłam na nią ostatnio na koncercie. Przed oczami mam wszystkie jej twarze, tyle lat jej piosenek, jej głosu. Kobieta, która nie przeminie, a jednak przemija, zmienia się ale robi to z godnością. Nie znoszę tej pogoni za młodością, która teraz jest, uważam, że starość też jest piękna (lub może być), lubię mądre oczy i twarze zmarszczone życiem, słońcem, wiatrem, cenię doświadczenie. A jednak czuję, że moje ciało się zmienia, że takie jak było - już nie będzie. Tylko co z tym można zrobić? Nic oczywiście, przeżyć po ludzku swe ludzkie życie. Jak kobiety, które widziałam w weekend tańczyć, wywijać spódnicą i potrząsać srebrną głową. Ale o tym będzie w następnym odcinku pstrokatego.

Na koniec może się zdziwicie, ale będzie trochę politycznie. Tak pod magnolią, wiem wiem, ale nie bójcie się nie będę agitować. Przy okazji wyborów myślę też o przemijaniu idei. I również o dewaluacji samego prawa do głosowania. Myślę o tym, że prawo kobiet do głosowania jest ciężko wywalczone, były przetrzymywane w więzieniach, zastraszane, podczas głodówki przymusowo karmione, walczyły o to ponieważ jest to WAŻNE... teraz stało się nieważne. Kobiety w PL mogą głosować od 1918 roku, to dość szybko mimo wszystko, np. Szwajcarki dopiero od 1974! Kobiety w ZAE dopiero od 2006... w kilku krajach jak np. Libanie nadal nie mogą. I dlatego nie mogę przeżyć, kiedy teraz tak lekko kobiety nie mówią: nieeeee, ja nie idę. Czuję, jak kobiety w szerokich kapeluszach patrzą na nas z dezaprobatą. Idźcie, choćby przez to, że walczyły o to dla siebie i dla nas, żebyśmy mogły poświęcić godzinę i skreślić tę głupią tabelkę 10 maja. Bo możemy. Na pierwszej fotografii Polki.

Brak komentarzy: