Co tu znajdziesz

piątek, 31 października 2014

Do you wanna die tonight? Mwahahaha


Ciemną nocą podjeżdżamy pod opuszczony budynek szkoły w... Sosnowcu (ciarki grozy nr 1). Na schodach mrugają do nas mroczne dynie, w budynku nie pali się światło. Chociaż może w jednym oknie, jakiś płomyk... Wypalamy nerwowego papierosa, czas zaczynać. Naciskamy dzwonek u starych drzwi. Skrzyp... wita nas elegancki mężczyzna, pytając, czy podpisaliśmy oświadczenia o zdrowiu psychicznym. Podsuwa nam dokumenty do podpisu. Podpisaliśmy. Wtedy zapytał czy przeczytaliśmy ten drobny druczek o nerkach... jakby co. I czy mamy mocne serca. 

W tle narasta upiorna muzyka, ta, która podczas oglądania horroru powoduje, że wciskasz się pod koc głębiej, po nos. Jacyś ludzie snują się wśród mgły, która jakoś wkradła się na puste korytarze... spłynęła ze strychu po trzeszczących schodach, czy powoli wypełzła z piwnicy...?

Z głuchym stukotem mężczyzna w garniturze zamyka za nami drzwi na metalowy zawias. 
Jesteśmy w pułapce. 
Cel jest jeden. Musimy się stąd wydostać, musimy znaleźć wyjście. 
Czyj chory umysł bawi się z nami, zostawiając nam wiadomości? Kto goni nas, czai się we mgle i bawi się naszym strachem...? Lepiej nie wiedzieć. Wyjść, musimy stąd wyjść. Czas tyka. 

Tyk tyk tyk... 

Pierwsza wskazówka i wchodzimy w mrok. Na całą grupę mamy tylko jedno, słabe światło latarki. Coś czai się za drzwiami, czasem trudno nie krzyknąć, kiedy nagle... strach wykrzywia do ciebie swoją twarz. Budynek szkoły jest niesamowity, ogromny i stary. Wyciągamy wiadomości z pułapek, rur, skrzyń, nawet z kibla. I to koszmarne uczucie ciarek, kiedy błądzisz po opuszczonych korytarzach, toaletach, piwnicach. Na strychu odkrywamy wielkie żelazne, zardzewiałe kadzie, gdzieś ukryte drzwi. Wyobraźnia sama podpowiada nam scenariusze. Dorota znajduje po omacku buty. W gęstej mgle nic nie widać, nie podejrzewa, że wraz z nimi, jest też cała postać... kolektywnie się wydzieramy, strach jest zaraźliwy. Potem odreagowujemy adrenalinę upiornym śmiechem. Biegamy, czasem krzyczymy, czasem zamieramy pod ścianą, wstrzymujemy oddech i gasimy światło, kiedy słychać powolne kroki na schodach... 

I wreszcie. Obieram z twarzy pajęczyny, w dłoni ściskam kluczyk. Ostatnie drzwi, ostatni labirynt, drżącą ręką mocuję się z kłódką. I ten powiew świeżego powietrza na twarzy, ulga i radość! Wydzieramy się, słyszy nas pół Sosnowca! Udało się! 

Zdjęcia zwycięzców! Zasłużyliśmy na piwo tego wieczoru, oj tak! 
Dziękujemy Cudotwórni Events za tą noc pełną wrażeń! I polecamy ich przerażające usługi! 



3 komentarze:

agni pisze...

Zazdroszczę! Piekielnie... :>

Izaraj R. pisze...

Od samego czytania mam dreszcze, a co dopiero na żywo! chyba bym się posikała ze strachu (od kilku lat nie oglądam horrorów). ale w tym wariactwie halołinowym - fuj, jakieś to sztuczne "święto" for mi, jest magia zabawna, nie wiem, o co chodzi, ale niech tam, każdy może, jak orze:)

Pstrokata pisze...

Dla mnie nie jest sztuczne, jest po prostu pozostałością z innego kręgu - z celtyckiej wiary, że w tą noc łączą się światy. Identycznie jak na naszych ziemiach wierzono. Ale tak, dziś już raczej zostają z tego tylko formy i zabawy, coś jak walentynki. Dzieciaki się przebierają i cieszą - to zawsze fajnie. Ale ja też lubię sięgać do głębszej warstwy znaczeń. No i wiesz... lubię te wydrążone dynie! :D a kiedyś podobno zanim znali dynię, drążyli w innych warzywach, w rzepach na przykład :D