Co tu znajdziesz

poniedziałek, 7 lipca 2014

In the eye of the alien

Podam Wam idealny przepis na moje dobre ciśnienie. I też daję Wam do ręki broń - jeżeli chcecie mnie zirytować, usiądźcie obok mnie w kinie i zacznijcie głośno rozmawiać. Czerwona linia mojego ciśnienia wewnętrznego idzie  momentalnie w górę, dym idzie z nozdrzy i z uszu, bluzgi z ust. Unikam kinopleksów również przez to. Wyjątek robię tylko na festiwalowych podłych filmach kategorii Z, gdzie komentarze widowni ratują film i powodują śmiech aż do bólu przepony. Seansowi w plenerze też wybaczam wiele, wybaczam szelest chrupek (ale obiecuję, że zrobię sobie w końcu koszulkę tylko świnie jedzą w kinie) i pssssyt! puszek. Wybaczam komentarze. Ale jak ktoś czuje się jak w kawiarni, mimo że widzi skupienie ludzi oglądających wokół siebie - prosi się o mord. Wychowałam się na Nowych Horyzontach i festiwalowych publicznościach, które skupione oglądają film. No i ni moga, ni moga zdzierżeć! Za psucie piątkowego wieczoru dziękuję dziuni w bieli i pijanym francuzom. 

ALE spotkania z młodą Sigourney W. nikt nie jest w stanie mi popsuć tak do końca! Ha!

Ostatnio widziałam zdjęcie z kręcenia filmu Życie Pi (uwielbiam książkę, filmu nie widziałam). W ujęciu kamery bohater siedzi w łodzi. Łódź umieszczona jest na stelażu, z tyłu niebieski ekran. Niestety nie pociągają mnie te nowe technologie tworzenia, wielki niebieski ekran i samotny artysta pośrodku niczego, wszystko dzieje się poza planem. Za to uwielbiam - tak jak w Alien - 8 pasażer Nostromo - stare makiety, dekoracje, kombinowane i kreatywne efekty specjalne. Migające nie wiadomo po co światełka, efekty pary i turbulencji. Staranność i praca włożone w to, inny klimat i też inne arkana gry aktorskiej... robi to na mnie większe wrażenie. I bawi mnie też to wkręcenie aktorów przez reżysera, w słynnej scenie śniadania! Już wyjaśniam - reżyser nie wtajemniczył aktorów w to, że coś się wydarzy, mieli zagrać scenę śniadania, jak wcześniej. A tu - uwaga spojler - dzieje się coś strasznego i spotykają po raz pierwszy aliena. Zwróćcie uwagę na ich przerażone (prawdziwe!) miny, no ja mam ubaw, R. Scottowi gratuluję poczucia humoru! Na miejscu aktorów - jeżeli nie dostałabym zawału - policzyłabym się z nim później! 


Tak więc ostrzegam -  o podły gadaczu, o skryty w cieniu kontestatorze kinowych zasad ! Jeżeli ktoś zakłóci Ci przyjemną konwersację, dorabianie dialogów, komentowanie na głos każdej sceny  i Cię znienacka op.doli w kinie - mogę to być ja. Do you wanna fight, ha?!  Jestem gotowa (przeładowuje).Voilà!

Brak komentarzy: