Co tu znajdziesz

wtorek, 1 kwietnia 2014

Polish damn shit

Jakiś czas temu Pan Varga w DF ubolewał i jojczał, że takie te blogerki teraz są, że każda książka mądra i ciekawa, że każdy film głęboki i wart obejrzenia. Otóż Panie Vargo, opowiem teraz o filmie, który miałam wczoraj nieprzyjemność zobaczyć. (Zwiodły mnie bardzo ładne plakaty, cóż...)
Mam wrażenie, że tak ich w tym PISFie ktoś uczy: "słuchajcie, polski film to się musi zaczynać jakąś mocną, brutalną sceną, inaczej nic z tego nie będzie i możecie sobie od razu darować." Mordobicie czy gwałt? Zgadujcie. Tym razem mordobicie. 
Nie mogę odmówić polskiej szaroburej scenerii uroku, ani kamerze dobrego operowania - jak najbardziej, świetne ujęcia i prowadzenie (falowanie kamery na schodach świetne!). Ale szaro, ponuro, brudno, sexshop w budce po hotdogach, maluchy (126p) i szklane butelki na mleko (z którego pchlego targu udało im się to wytrzasnąć? hipsteria będzie zachwycona), nieprzyjemni policjanci ("nic nie możemy zrobić, a powiem więcej - nie wolno nam"), wyśmiewanie afery z krzyżem, rzyganie na wyglancowane lakierki. No i te złote cytaty typu: ludzie ochujeli jak pingwiny w lato (śmiech kogoś na sali mnie szczerze zaskoczył, wystarczy że chuj padnie i już jest się z czego pośmiać). I ta głębia, która po prostu była tak głęboka i tak wyzierała z każdego kadru, że aż się prawie utopiłam jak Zbyszek Zamachowski w odrapanej wannie. Tendencyjne ładne kadry rules! 
A potem wyszłam z kina przed końcem seansu, co naprawdę nieczęsto mi się zdarza. I Panie Vargo uwaga - jeżeli ktoś lubi tego typu klimacik, to oczywiście ciekawy i głęboki film, taki o życiu, serdecznie polecam, "Stacja Warszawa"!

Brak komentarzy: