Co tu znajdziesz

wtorek, 4 grudnia 2012

O smoku, który uratował Królewnę

Niedługo będzie rozstrzygnięcie końkursu, więc opowiem bajkę, napisaną na konkurs Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę" i tutaj. 
Najpierw jednak inspiracja, czyli wypracowanie Macieja P., które bardzo mnie ubawiło i stało się bazą do nieco dłuższej opowieści: 
Myślę, że to niezwykłe, że nikt w tej bajce nie ginie i nie używa przemocy, a wręcz przeciwnie - smok okazuje się przyjazny! Bardzo mi się to spodobało, takie odwrócenie treści: smok ratujący królewnę! Brawa dla Maćka! 
A potem to było tak...

„O smoku, który uratował Królewnę”
Bajka na podstawie wypracowania Maćka z Gliwic, lat 9.

Dawno, dawno temu, w pewnym bardzo odległym kraju, w zielonej dolince, żył sobie Smok 
o dwóch głowach. Był to leniwy Smok, który całymi dniami wylegiwał się na zielonej trawce, 
w cieniu pod drzewem. Obserwował przepływające po niebie obłoczki, a że miał dwie głowy, to zawsze miał z kim porozmawiać i nigdy się nie nudził.Niedaleko drzewa była wielka smocza jama, w której Smok sypiał głębokim smoczym snem, śniąc czasem o tym, jak się objada owocami - bo bardzo lubił jeść owoce.
Pewnego spokojnego, niedzielnego poranka Smok spał sobie jeszcze smacznie, bo smoki 
w niedzielę lubią sobie dłużej pospać. Aż tu nagle… obudził go dziwny, dźwięk. Jakieś skrzypienie, jakieś stukanie i… pociąganie nosem!? Zdziwiony Smok szybko przygładził grzywy i umył prędziutko zęby w obu paszczach, a potem wyszedł z jamy sprawdzić, co to za dziwne hałasy go zbudziły. Pod smoczym drzewem siedział Rycerz. Miał lśniącą zbroję - i to ona wydawała te dziwne skrzypiące dźwięki. Smok na ten widok zmarszczył groźnie nos. Na szczęście ten Rycerz wcale nie wymachiwał mieczem, ani nie krzyczał nic o zabijaniu smoków – rycerze mają czasem takie pomysły. Oj, takich to Smok nie lubił. Ten Rycerz siedział pod drzewem ze smutną miną i pociągał nosem. 
- Cóż – pomyślał smok – Rycerz czy nie Rycerz, jak ktoś płacze to trzeba mu pomóc. Smok podszedł bliżej, do Rycerza. - Czemu w taki słoneczny, niedzielny poranek pociągasz mi tu nosem, Rycerzu? Co Cię smuci w taki piękny dzień?
- Ach Drogi Smoku! – ożywił się Rycerz! – Z nieba mi tu spadłeś! (Smok się nieco zdziwił na te słowa) Widzę, że Ty masz skrzydła! (Smok faktycznie miał, ale takie dosyć małe). - Wyobraź sobie, że podróżowałem przez tą krainę i całkiem niedaleko stąd natknąłem się na wysoką wieżę. Na samym szczycie tej wieży siedzi uwięziona piękna dziewczyna, ma koronę na głowie, pewnie to Królewna. Kiedy tam stałem, Królewna zrzuciła mi z góry karteczkę z napisem „Pomocy!”Nie ma w tej wieży drzwi ani schodów. Próbowałem się na nią wdrapać, ale jest zbyt wysoka, potłukłem się tylko. Próbowałem podskoczyć, ale mam za krótkie nogi! Chciałbym Królewnę stamtąd ściągnąć – tylko jak!?  Pomożesz mi smoku? – zapytał Rycerz z nadzieją w głosie. 
Smok podrapał się najpierw w jedną, a potem w drugą głowę. – Słuchaj Rycerzu w srebrnym pancerzu – powiedział  w końcu – Chętnie Ci pomogę bo mam serce czułe na zakochanych. 
I tu smok zanucił piosenkę: 
Taki ze mnie jednak Smok, że lubię arbuzowy sok! 
Bez arbuza nie ma siły, skrzydła nie będą mnie nosiły. 
Jak przyniesiesz mi owoce, to odzyskam swoje moce!
Takie ze mnie sprytne zwierzę, że polecę aż na wieżę! 
Uradowany Rycerz wytarł nos i wyruszył na poszukiwania. Zaledwie przeszedł trzy góry, doszedł do małej chatki na wzgórzu. Chatkę otaczał wielki ogród, w którym kwitły piękne, kolorowe kwiaty. Przed chatką siedziała sobie stara Babunia i wygrzewała się na słońcu. 
- Witaj Babciu! Jestem Rycerzem, który chciałby zdobyć serce królewny, zamkniętej w wysokiej wieży. Spotkałem Smoka Arbuzoka, który obiecał mi pomóc, w zamian za arbuzy. Czy może znajdziesz chociaż jeden dla mnie?
- Oj Rycerzu, masz dziś szczęśliwy dzień! – odparła z uśmiechem Babuleńka. Mam w spiżarni 
trzy arbuzy! Ale żeby je dostać musisz mi pomóc. Stara już jestem, siły nie mam zbyt wiele, a taki wielki ogród do podlewania. Jak mi pomożesz, to ja dam Ci owoce. 
Rycerz zdjął hełm i zabrał się do pracy. Ze studni koło domku czerpał wodę i nosił ją w hełmie tak długo, aż podlał każdy kwiatek, co do jednego. Babcia uściskała do w podzięce i wyciągnęła ze spiżarni trzy dojrzałe arbuzy, a do tego dała mu piękny bukiet kwiatów dla Królewny. Rycerz wziął arbuzy pod pachy, a bukiet do ręki i biegiem wrócił do smoka. 
Smok zaraz obiema paszczami rzucił się na arbuzy i zjadł wszystkie trzy, a upaćkał się przy tym aż po same uszy! Od tych arbuzów brzuch mu urósł jak balon tak, że prawie nie mieścił się do jamy. Rycerz już się martwił, co to będzie z takim najedzonym Smokiem, ale ten okrągły jak kulka zaczął powoli człapać w kierunku, który pokazał mu Rycerz.Człapał i człapał, a Rycerz po drodze głaskał go po brzuszku, dla lepszego trawienia. Wreszcie dotarli na miejsce. Na szczycie bardzo wysokiej wieży widać było małą postać, która machała do nich ręką, uśmiechała się radośnie i wołała – Hop hop! Jestem tutaj! 
Smok wciągnął brzuch, spiął się w sobie tak, że aż mu dym poszedł z nozdrzy, zamachał skrzydłami i poleciał wysoko, coraz wyżej, aż do szczytu wieży! Królewna, która ich z góry obserwowała, już wiedziała co się dzieje. Wcale nie bała się Smoka i ucieszyła się, że będzie mogła uciec z tej nudnej wieży, gdzie nie miała nawet z kim porozmawiać.Wcześniej już przygotowała się do drogi, zawiązała w chustkę swoje królewskie sukienki i założyła wygodne, szerokie spodnie. Objęła smoka za szyję, usiadła mu na grzbiecie i razem zlecieli z wieży na dół, do uradowanego Rycerza, który czekał na nią z wielkim bukietem kwiatów. 
Królewnie spodobały się zwyczajne ubrania, a Rycerzowi było niewygodnie w zbroi, więc zdjął ją i zostawił. I wtedy oboje wyglądali już całkiem zwyczajnie. Następnie wszyscy razem poszli do chatki Babuni, która bardzo się ucieszyła i na ich cześć wyprawiła piknik pod jabłonką. Leżeli razem na trawie, śmiali się i zajadali smakołyki. A najbardziej objadał się Smok, wszystkimi owocami - jabłkami i gruszkami, i truskawkami, a potem leżał z wielkim brzuchem bardzo zadowolony. 
I wszyscy żyli razem długo i szczęśliwie! 

Brak komentarzy: